poniedziałek, 6 marca 2017

Kilka niewypowiedzianych słów

Czy ktoś mnie jeszcze pamięta? Jeśli nie- nazywam się Roksana i miło mi Cię przywitać na moim blogu. W miejscu, do którego wracam z sercem pełnym sentymentu i szczęścia. Jeśli zaglądasz czasem na tego bloga lub masz zamiar wracać- przeczytaj ten wpis, chcę tu napisać kilka ważnych dla mnie rzeczy, które być może coś wyjaśnią.

Co ostatnio robię? Nic ciekawego. Dużo się uczę (już nawet sobota nie jest dniem wolnym, ale to się opłaci, wierzę w to). Poza tym zmieniam swój styl życia i chyba od tego powinnam rozpocząć. Było sobie postanowienie noworoczne, które na pierwszy rzut oka nie miało przyszłości. Po raz setny mówiłam sobie, że zacznę drogę ku wymarzonej sylwetce, że zacznę ćwiczyć regularnie, zdrowo jeść i żyć lepiej. Najgorsze było to, że większość moich znajomych we  mnie nie wierzyła, ale nie dziwię się im-ja sama w siebie nie wierzyłam. Z uśmiechem jednak stwierdzam, że minęły już ponad 2 miesiące i nie pamiętam kiedy ostatnio byłam z siebie bardziej dumna. Patrzę już na siebie przez pryzmat sukcesu, wyżej oceniam własne możliwości, moja samoocena znacznie wzrosła a efekty jeszcze bardziej doładowują mi baterie i chęć kontynuowania tego, co zaczęłam. Zdrowy styl życia staje się moim zainteresowaniem, w wolnym czasie kocham śledzić fit hasztagi na  Twitterze, szukać nowych przepisów czy treningów. Chyba nikogo nie zdziwi, że chciałabym wprowadzić również tę część mojego życia na bloga, ale nauczyłam się jednego- niczego nie obiecywać. Zwłaszcza jeśli chodzi o bloga, bo potem są pytania po co pisałam moje zamiary, skoro i tak tego nie robię. Odpowiedź- bo coś stanęło mi na drodze. Może moje własne lenistwo, może siła wyższa, może jakaś głupia błahostka. Tu pozwólcie, że przejdę do kolejnej kwestii.
Nie jestem profesjonalistą i z pewnością już to zauważyliście. Nie jestem regularna. Są dla mnie ważniejsze rzeczy niż blog. Ja po prostu czuję się szczęśliwa pisząc tutaj. I robię to wtedy, kiedy mam ochotę, czas i wenę. Nie chce, żeby pisanie było przykrym obowiązkiem, tylko czystą przyjemnością. Dlatego posty pojawiają się w różnych odstępach czasowych i są zróżnicowane tematycznie. Jaki mam nastrój- o tym piszę.

No i na koniec najważniejsze. Chciałam Wam napisać, że NIKT nie decyduje o Waszym życiu. Ono zależy tylko od Was i korzystajcie z niego w 100%. Codziennie udowadniajcie sobie, że potraficie, jeśli chcecie. Drogi internauto, uśmiechnij się, jesteś piękny, życzę Ci miłego dnia. 

Dziękuję za chwilę uwagi, do następnego wpisu, który nastąpi, lecz nie jestem w stanie określić kiedy :)
Roksana

sobota, 28 stycznia 2017

To, co pozwala mi przeżyć zimę

Jako, że dla wielu osób okres ferii właśnie się rozpoczyna (A dla niektórych kończy. Tak jak mi. Smutne) to pomyślałam, że przecież nikt nie lubi się nudzić. A może znajdą się też osoby jak ja, które nie mogą patrzeć na śnieg i szczerze nienawidzą tej mroźnej pory roku. Niestety, nie da się uciec przed zimną lawiną, więc dzisiaj przedstawię wam kilka rzeczy, które umilają ten okres i po prostu pozwalają przeżyć.

Zgadnijcie co Roksana może dać na sam początek? Książki? Ale kto by się spodziewał? Przedstawiam wam 3 warte uwagi książki, które nie powinny was zawieść.
1. Gwiezdny Pył
Ta historia jest pełna magi na najwyższym poziomie. Neil Gaiman jest od dawna szanowanym autorem, którego ja dopiero poznaję, ale z chęcią po Gwiezdnym Pyle poznam jeszcze lepiej. To, co ten pan robi słowami jest wręcz nieludzkie, serio. Nigdy nie czytałam książki napisanej tak płynnym i pełnym małych, niesamowitych akcentów językiem. Gaiman zabrał mnie do Krainy Czarów, pokazał Mur jako granicę czegoś wspaniałego, fascynującego. Przed nim jesteśmy my. A ja wyszłam za Mur i tam jeszcze wrócę. Wam też polecam się tam wybrać.

2. Podzieleni
Wizja przyszłości jako wielkiej cywilizacji z latającymi samochodami, maszynami do podróży w czasie i plecakami odrzutowymi na każdym roku odeszła w niepamięć. Podzieleni to dzieci niekochane  albo kochane za bardzo. Niechciane i wyrzucone albo takie, które zostają "oddane" ze względu na swą "wyjątkowość". Risa jest zbyt zdolna, Connor nierozumiany, Lev dziesięciorodny. Łączy ich to, że wszyscy próbują zostać wciśnięci do ciężarówki przez osoby, które chcą i, co najgorsze, w świetle prawa mogą decydować o ich życiu. Nastolatek przeżyje czy nastolatek umrze- nie nastolatka wybór. Ta książka jest wyjątkowa i zmusza do refleksji, ponieważ bezpośrednio porusza temat wartości ludzkiego życia. Czy ktokolwiek może decydować za nas? Istnieje usprawiedliwienie dla rodzica, który skazuje własne dziecko na śmierć? Myślę, że znacie odpowiedz, ale książkę przedstawiającą świat, gdzie odpowiedz brzmi "tak" warto przeczytać.

3. Kim jesteś, Sky?
Ta pozycja jest dużo luźniejsza, idealne na leniwe dni, kiedy nic się nie chce i nawet czytanie bardziej wymagającej lektury jest zbyt ciężkie. Rozpoczynamy kompletnym schematem-odmóżdzaczem a'la fanfiction, czyli nastolatka z Anglii przeprowadza się do Ameryki, idzie pierwszy raz do liceum, poznaje koleżankę, która śmieje się z jej akcentu  i oczywiście poznaje bad boya, który jest wredny, niedostępny, gra w futbol i przede wszystkim- jest zabójczo przystojny. Nawiązuje się romans, który jednak zaskakuje i to bardzo.
Przede wszystkim czyta się błyskawicznie, książka wciąga, bawi, nad związkiem rozgrywającym się na kartach powieści można powzdychać, bo jest bardzo uroczy. Jednak nie przesłodzony, więc spokojnie, to nie kolejne love story z idealnym związkiem. I nie, to nie jest też love story, gdzie każdy się zdradza, a potem i tak spotykają się nad oceanem i mówią, że nie mogą bez siebie żyć. A najlepiej jeszcze niech jedno skoczy z mostu, a drugie z tęsknoty łyknie jakieś prochy. Spokojnie, tego tam nie znajdziecie. Bo jak wiadomo nie ma nic gorszego niż oklepana książka, a ta uwierzcie, że nie jest. Może tylko troszkę. Ale to nie przeszkadza.

2. Muzyka
Jako, że post jest już długi dam wam po prostu linki do piosenek, które ostatnio skradły moje serce.
https://www.youtube.com/watch?v=Q4FiZXwNaVE
https://www.youtube.com/watch?v=ytWWX-y3oIk
https://www.youtube.com/watch?v=2xg6tL7CWm0
https://www.youtube.com/watch?v=FHzg1F44gpc
https://www.youtube.com/watch?v=_Jtpf8N5IDE

Mam nadzieję, że post się spodobał, do zobaczenia w następnym! :*
Roksana

piątek, 6 stycznia 2017

Markus Zusak "Posłaniec"

Złodziejka książek to mistrzostwo i każdy to wie. Dzisiaj o innej książce tego autora, już niestety nie tak popularnej. A szkoda, bo w miejsce popularnych teraz gniotów mógłby wejść Posłaniec, byłabym szczęśliwa.

Ed Kennedy to kolejny zwykły mężczyzna z niezwykłą historią, ale tutaj niezwykłość to inny poziom. To nie jest życie wybrańca przepełnione magią, szczęściem i śmiechem. To opowieść z mrocznej strefy literatury, ale  bez wampirów i dużej ilości krwi. To nie jest horror, nie opowiada o strasznym świecie- a o strasznym życiu. O staruszce, która przed laty straciła ukochanego i razem z nim kolor życia. O żonie, która straciła spokój, o matce, która zapomniała smak lodów. I o Edzie, który zostaje posłańcem i wchodzi w niebezpieczną grę nieświadom, kto ją prowadzi, ile ma trwać i na czym ma polegać. Jedyne czego jest pewien to to, że musi zaufać. Komu? Odpowiedź jest prosta- as karo.

Ostrzegam- to nie powieść dla każdego. Podczas przeżywania niezapomnianej przygody będziecie się wkurzać, płakać ze smutku, wściekłości i wzruszenia. Możecie rzucać książką, czytać niektóre zdania po kilka razy a potem próbować wyrzucić je z pamięci. Ja mam kilka, które mogę mówić z pamięci, ale wywołują dziwny ból w sercu, wszystkie emocje wracają.

Znowu ostrzegam- język robi wrażenie, narracja pierwszoosobowa i postać Eda to połączenie wybuchowe, kocha się go całym sercem a za chwilę nienawidzi, ma się ochotę go przytulić i przy okazji przywalić mu w brzuch.

Kto powinien przeczytać tę książkę? Ty, jeśli nie boisz się silnych emocji, smutnych historii, szczęśliwych zdarzeń, które aż powodują poczucie niedostatku w twoim życiu, bohaterów z krwi i kości, którzy stają się częścią nas. Ty, który masz czas na zatopienie się całkowicie w lekturze, a jednocześnie potrafisz dawkować strony, bo to nie jest historia na jeden wieczór, jej poświęca się czas, bo na to zasługuje. Ty, który przeraźliwie tęsknisz za dobrą książką. Tak, ty. Przeczytaj, może pożałujesz podczas lektury a potem będziesz wdzięczny autorowi za to dzieło. Po prostu spróbuj, a skończysz jak ja- pełna podziwu czeka na moment, gdy będzie gotowa przeczytać to jeszcze raz.
Dziękuję, Roksana :)

piątek, 30 grudnia 2016

Co może przynieść nowy rok?

Jak głosi internet, ludzie dzielą się na dwa typy: ci, co nowy rok traktują jak... nie traktują w ogóle. Po prostu jest i im to wisi oraz ci, którzy układają solidne postanowienia, ciągle wierzą, że się zmienią na lepsze. Niektórym nawet się to udaje.

Zapytacie może, w której grupie jestem? Nie wiem czy do powód do wstydu czy nie, ale ja już dopisałam zdrowszy tryb życia do listy postanowień i wierzę w siebie, serio.  Kto wie, może już po tygodniu, może po 6 miesiącach prób, a może w ogóle się nie poddam, ale na dzisiaj, trzymam za siebie kciuki, wy też możecie, będzie  miło. Podsumowując- jestem w drugiej grupie. Dlaczego? Bo po pierwsze- wierzę, po drugie-znam.

Wierzę w siebie i znam siebie. Często przesadna optymistka, więc próbuje.Wierzę, że samą sobą potrafię coś zmienić i małe czyny mogą prowadzić do czegoś wielkiego. Wiem, że rozpoczęcie nowego roku jest dla mnie najlepszą motywacją. Pewnie to głupie, ale ja naprawdę myślę, że tym razem osiągnę sukces. Nowy rok jest dla mnie okazją do nowych wyrzeczeń, po prostu wyzwaniem i pomimo tego, że zwykłe życie nastolatka nie jest zbyt  łatwe, to chce je sobie utrudnić. Po co? Żeby pokazać, że potrafię. Że nie jestem mięczakiem, którym już tyle razy okazałam się być.   Chcę być dumna z siebie, a co to za duma po osiągnięciu czegoś, co jest na wyciągnięcie ręki? Przyłożę się, wrócę do biegania, odstawię kilogramy czekolady (może inne kilogramy zaczną też spadać, hehe), będę bardziej systematyczna w kwestii blogowania, zrobię więcej zdjęć, przeczytam więcej książek, samodzielnie zarobię trochę pięniędzy i będę dumna i szczęśliwa. Tego mi życzcie na nowy rok, proszę.

Czego ja mogę życzyć Wam? Nieustannej motywacji w dążeniu do celu, siły i chęci do pracy. Noo, ale nie wypalcie się też ze stresu, nie o to chodzi. Życzę przyjemności z samorealizacji i zadowolenia ze swoich postępów. No i standardowo, dużo szczęścia, miłości, dobrych ocen, dużo pieniędzy, wspaniałych przyjaciół i słońca, czyli takich oklepanych bzdet, ale bardzo ważnych bzdet.

Uwierzcie w siebie i pamiętajcie, że za to, jak potoczy się Wasze życie odpowiadacie Wy i tylko Wy. Poprowadźcie je najlepiej, jak potraficie.
Roksana.

piątek, 2 grudnia 2016

Listopad był super

Nie nazywajcie tego podsumowaniem miesiąca, to zbyt oklepane. Traktujcie ten post jak opis wyjątkowo miłego miesiąca. Listopad to raptem 30 dni i z pozoru działo się mało, ale myślałam ostatnio o minionym czasie i wręcz uderzyło mnie to, jak fajnie było! Ale od początku...

5 listopada byłam na wykładach (w ramach projektu edukacyjnego) na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym i nie uznajcie mnie za dziwną i ekscytującą się byle czym, ale poczułam się jak prawdziwa studentka medycyny w moim kochanym, rodzinnym mieście. Dla niezorientowanych dodaję, że kariera lekarza to moje marzenie, które lubię nazywać planem, brzmi realniej i mam nadzieję, że kiedyś stanie się faktem.To taki mały, milusi początek, który milusio wspominam.

6 listopada spełniłam swoje marzenie, łuhu! Odwiedziłam Warszawę pierwszy raz w życiu! Spędziłam 5 godzin w busie obserwując krajobrazy za oknem, śpiąc, czytając i wygłupiając się z trójką przyjaciół. Byłam na gali rozdania nagród za ogólnopolski konkurs historyczny (cel podróży) i jadłam jabłecznik. O, i pomidorową, ale nie była zbyt dobra.
Smutno mi było jednak opuszczać to miasto, kilka godzin to zdecydowanie za mało i chcę tam jak najszybciej wrócić. Było już ciemno, a wszystkie światła świeciły jasno jakby chciały nas godnie pożegnać. Papa, Warszawko.

21 listopada wybrałam się na premierę bardzo długo wyczekiwanego przeze mnie filmu. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to historia niesamowita, bo w cudowny sposób magiczna, urocza i zabawna, a jednocześnie ma w sobie szczyptę mroku. Uwielbiam, gdy w 2 godzinach jest tyle emocji!

Wiem, to tylko 3 sytuacje, ale wspominam je tak dobrze, że musiałam o tym napisać.
Jest jednak jeszcze jedna sprawa. Mole książkowe zrozumieją, jak świetnym wspomnieniem jest bardzo (bardzo, bardzo, bardzo...) dobra książka. Przeczytałam dwie, które trafiają na listę ulubionych, na pewno do nich wrócę i nie mogę się doczekać! Właśnie pod względem czytelniczym listopad był również wyjątkowy!

Dziewczyna z pomarańczami to książka, którą czytałam w stolicy przez to jeszcze lepiej mi się kojarzy. Mała, ślicznie wydana i akurat pożyczona, więc wybaczcie brak zdjęcia. To piękna historia, książeczka, po której będziecie myśleć, myśleć i myśleć, aż po prostu zrozumiecie, co chciała wam przekazać. Wzruszy was, nieraz rozbawi i na pewno nie zawiedzie. Mam w planach recenzję, wyczekujcie!

A Buszującego w zbożu nie trzeba nikomu przedstawiać. Genialna lektura z najlepszym na świecie Holdenem, fascynującym, wciągającym ciepłem. Klasyk i literatura obowiązkowa dla wielbicieli historii o ludziach z krwi i kości.
No i na koniec łapcie trochę zdjęć z listopada!

No, to tyle. Może czujecie się teraz zmieszani i nie wiecie o ci  mi chodzi, ale dla mnie te wydarzenia stworzyły jeden z najlepszych miesiąców w roku 2016. Listopad był po prostu super!
Dziękuję, Roksana

piątek, 11 listopada 2016

trochę narzekam, czasem trzeba

Hejka wszystkim. Powiem szczerze- czuję się coś wam winna. Nie chce pisać posta o tym, jaka to jestem niesystematyczna i użalać się nad całym światem. Jednak muszę coś wyjaśnić.

Piszę. Wciąż piszę. Wiem, dość rzadko, ale od ponad roku pojawiają się posty przynajmniej raz na miesiąc. Kiedyś było to dwa razy w tygodniu, ale teraz nie jestem w stanie tak często, bo czas wisi nade mną i ciągle przypomina o wszystkim.
Gdy piję poranną herbatę, próbuję się ogarnąć. Nakreślić w głowie schemat posta i choć kilka takich już mam, nie mogę ich rozwinąć. Czuję po prostu, że one są wymyślane na siłę. Mogłabym powiedzieć- czekam na wenę. Lecz boję się. Boję się, że ona nie nadejdzie. Siadam więc przed ekranem i piszę, tak jak teraz i słowa same ze mnie wypływają, wylewam swoje emocje, dzielę się nimi z Wami i się uśmiecham. Na teraźniejszą chwilę to właśnie jest mój sposób, żeby coś stworzyć- wolny wieczór, spokój i internet. Problem mam z dwoma pierwszymi. O czasie wspominałam, szkoła chyba ma lepsze plany na moje wieczory. A spokój? Od pewnego czasu z tym też mam problem, ciągle coś krąży mi po głowie i zajmuje moje myśli, trudno mi się w pełni zrelaksować, wredny głosik wewnątrz wciąż coś utrudnia. Nie pomyślcie teraz, że mam jakiś poważny problem- o nie, po prostu, jak każdy, jestem przemęczona ostatnio i ciągle myślę o wszystkim, co jeszcze powinnam/chcę zrobić. Przejdzie, już niedługo, czuję to.
Muszę się lepiej zorganizować. Mogę znaleźć czas na obowiązki i hobby i zrobię to, ale dajcie mi czas. Pracuję nad swoją systematycznością i liczę, że posty raz w tygodniu staną się faktem.

Poza blogiem mam też życie prywatne i najpierw muszę ogarnąć samą siebie.
Po co to piszę? Chcę, żebyście wiedzieli, że się nie poddaję. Pokochałam tego bloga i jest już częścią mnie, jakby horkruksem, więc nigdy nawet nie myślałam, żeby go usunąć.

No, to tyle. Dziękuję Wam, że jesteście. Do zobaczenia niedługo, nie obiecuję kiedy :)
Roksana

niedziela, 30 października 2016

"Idź na dobranockę", czyli trochę o kłótniach w internecie

Chyba każdy zna to uczucie, gdy nagle w komentarzach pod postem na Facebooku rozwija się dość ciekawa kłótnia osób, które lat 13 nie ukończyły w snach i o kulturze słowa nigdy nie słyszały. Wiecie, pojawia się nagle jakiś  ktosiek, który na imię i nazwisko ma "Maciuś xD" i jedzie na całego po "Piotrek Jestem". Co ma zrobić przeciętny użytkownik tego portalu? Iść po popcorn?

Mnie te kłótnie śmieszą, ale jako, że jestem osobą, która myśli zdecydowanie za dużo, wyrobiłam sobie pełniusie zdanie na ten temat. Słuchajcie więc!

Numer jeden, czyli infantylność poziom max i pociski jak w pistolecie na wodę. No błagam, te teksty są tak żałosne, tak nieśmieszne i tak głupie, że czasem lepiej nie przyznawać się, że to nasz gatunek.

Numer dwa, czyli ważny powód. Którego brak. Jestem członkiem jednej z grup fandomowych o Harrym Potterze i jak zobaczyłam kłótnie na śmierć i życie (i pociski oczywiście) o to, czy Bellatrix jest fajna to moja wiara w ludzkość postanowiła się poddać i umarła śmiercią tragiczną.

No i numer trzy, czyli efekty. Szukałam, szukałam, nałożyłam okulary, ciągle szukałam i nie znalazłam żadnej korzyści skłóconych użytkowników. Nie zaliczam chwili triumfu dla osoby, która dowaliła tekstem, nad którym myślała od 20 minut i teraz jest fajna. Po prostu nic nie da się z tego wynieść, nic to nie pomoże, bo i tak nikt zdania nie zmieni i tylko ładujemy w siebie negatywne emocje.

Więc po co te hejty? Czy my nigdy nie zrozumiemy, że tworzymy społeczeństwo i to my odpowiadamy za atmosferę między ludźmi? To takie trudne, że obelgi psują całą pozytywną aurę i wszystkim odechciewa się żyć z ludźmi? Od strony biologicznej jesteśmy jednym gatunkiem i taka mrówka patrząc na nas, jak się (nie) wspieramy i (nie) kochamy, to załamałaby ręce.
Ludzie, lubmy się.
Dziękuję, Roksana