piątek, 20 listopada 2015

The Hunger Games

Dzisiaj, 20 listopada miała miejsce premiera ostatniej części Igrzysk Śmierci- Kosogłos cz.2.








Rano pobudka, która nie sprawiła problemów, w końcu na dzisiejszy dzień czekałam od roku.
Podróż autobusem do Gdyni, wizyta w McDonaldsie, w Burger Kingu, odwiedzenie wszystkich możliwych sklepów, zakup płyty Eda Sheerana. W sumie 3 godziny w galerii. I nagle znajdujemy się na sali kinowej. Tyle wyczekiwania. Premiera.

Fabuły zdradzać nie będę, niech każdy zainteresowany obejrzy sam. Ja napiszę trochę o czymś innym. O moim stosunku do serii. Nie rozumiem jak można nazywać się n a j w i ę k s z y m fanem Igrzysk bez przeczytania książek. W końcu  na ich powstawie powstał kultowy film. Nie zapominajmy, że książki są również wspaniałe! Ja do książek oraz ekranizacji mam wielki sentyment. Są to dla mnie więcej niż dzieła literackie i filmowe. Czuję emocjonalną więź z bohaterami, z miejscem akcji, całą fabułą. Powtórzę jeszcze raz, że jest to dla mnie po prostu coś więcej.
Za każdym razem, gdy przytaczam dzisiejszy seans przechodzą mnie dreszcze. Dla moich koleżanek część filmu była śmieszna. Oczywiście pod żadnym pozorem nie mam ich tego za złe. Dla mnie komedia to zdecydowanie nie była, prędzej wzruszający, piękny, ekscytujący, i co bardzo ważne OSTATNI film moich ukochanych Igrzysk Śmierci.



W paru momentach całej serii, przyznaję się, płakałam, Nigdy jednak nie tak bardzo jak po ostatniej scenie dzisiaj oraz na napisach końcowych. Tak bardzo nie chcę żegnać się z bohaterami. Wręcz boli nie to, że nie dowiemy się już nic o dalszych losach Gale'a. O karierze Pani Everdeen. O samej Katniss. O Annie. Po prostu o wszystkich. Że nic już nowego nie wyjdzie, że żadne losy nie potocczą się dalej.
Zostały na szczęście filmy oraz książki. Nie raz jeszczę do nich powrócę. Czuję, że ta seria jest "moja". Jest wyjątkowa.

Roksana

1 komentarz: