czwartek, 31 grudnia 2015

Już za kilka godzin!

Wczoraj podsumowałam rok 2015, lecz nie zmieściłam tam wszystkich informacji związanych z Nowym Rokiem, więc dzisiaj małe dokończenie ;)

Po pierwsze i najważniejsze chciałabym Wam życzyć  zdrowia, aby nic Wam nie dolegało i nie hamowało, dużo szczęścia, radosnych chwil i ludzi, którzy Wam to szczeście dostarczą! Wiele nowych wspomnień, lecz i pamiętania starych i umięjętności cieszenia się z tego, co było. Abyście nic nie żałowali i korzystali  z życia na całego! Aby niczego Wam również nie zabrakło a jeśli już zdarzą się chwilę niedostatku, abyście sobie poradzili! Spełnienia wszystkich, nawet najskrytszych marzeń! Aby każda czynność wykonywana w nowym roku dawała wam satysfakcję oraz radość i dodatkowo dla blogerów dodam stale rosnącą liczbę oddanych czytelników i samych sukcesów- w blogowaniu i nie tylko!

A teraz chciałabym zachaczyć o temat postanowień noworocznych. "Zmień się dla siebie, nie dla nowego roku" to powiedzenie często funkcjonujące między nami, lecz czy jest prawdziwe? Z jednej strony prawdą jest to, że nie musimy poprawiać się tylko z okazją, nie musimy czekać na jutro, na poniedziałek czy na nowy rok, możemy zrobić to w każdej chwili, jednak nie ulega podważaniu fakt, iż rozpoczęcie nowego roku jest momentem idealnym na zmiany na lepsze. Jest to motywacja i mam wrażenie, że dużo prościej jest rozpocząc zmiany, gdy po części już przyjęte jest pisanie postanowień. Mamy wtedy też wrażenie, że nie jesteśmy sami, a to naprawdę bardzo ważne. Pewność, że mnóstwo osób razem ze mną właśnie zmaga się z trzymaniem się swoich postanowień i robi to po to, by w końcu osiągnąc wymarzoną sylwetkę, wyniki w nauce, spełnić swoje marzenia lub
być lepszym człowiekiem. Powodem wyrzeczeń mogą być oczywiście również inne powody! Ale głownie chodzi mi o to, że jeżeli teraz, na nowy rok macie ochotę się zmienić, poprawić to TAK, TERAZ JEST TEN MOMENT. Ale nie tylko teraz, możemy to zrobić w każdej chwili, wystarczy tylko zacząć, tylko zrobić pierwszy krok dalej jakoś pójdzie samo. Wytrwałość jest tym, dzięki czemu zaczęliśmy i się nie poddaliśmy, jednak później już przeważa nawyk. Nie poddawajcie się, NIE WARTO!

Dziękuję :) Jeśli czytasz, proszę skomentuj!
Jeszcze raz Szczęśliwego Nowego Roku!

środa, 30 grudnia 2015

Podsumowanie roku 2015

Dla jednych kolejny rok jest tylko zmianą ostatniej cyfry w dacie, dla innych jest to niemiły znak upływu czasu i naszego dorastania/starzenia się. Jest też jednak trzecia grupa, która cieszy się z tej (nie)wielkiej reformy i ja, nieuleczalna optymistka należę do tej grupy.
Uważam, że nowy rok jest okazją do nowych przygód, odkryć, podróży i znajomości!
I tego Wam też życzę, abyście dostrzegali radość w otaczajających nas warunkach, jednak życzenia- to jutro ;)

Dzisiaj chciałabym podsumować rok 2015 który już jutro w nocy  będzie rokiem minionym.

Pierwszym wydarzeniem będą wakacje spędzone na Fuerteventurze. Ocean, który zachwycił mnie swoją siłą, sprawiaj wrażenie niezależnego i wolnego. Tak samo silny, lecz i twardy i ostry wydawał mi się wulkan na sąsiedniej wyspie Lanzarotte (uwielbiam nadawać cechy ludzkiego charakteru rzeczom martwym). No i lot samolotem oczywiście! Aaa uwielbiam to! Najlepsze uczucie podczas lotu to gdy widzę chmury, wiem wtedy, że jestem wysoko i nagle po upływie paru minut-jestem już nad chmurami! Ten przypływ siły i radości!

Następny punkt jest związany z edukacją, chodzi mi tu oczywiście o rozpoczęcie nauki w gimazjum. Nowa klasa, nowi nauczyciele, nowa wychowawczyni, nowy budynek, nowe łazienki i sala gimnastyczna z trybunami. Wow. Ogrom budynku mnie pozytywnie zaskoczył! Pomimo tego, że mieszkam blisko gimnazjum i przez poprzednie lata widziałam przyszłą szkołę codziennie i wydawała się duża, ale nie aż tak! Nauczyciele-wspaniali, ogromna różnica w stosunku uczeń nauczyciel. Klasa-najlepsza, łazienki zadbane. I wielka nowość dla mnie, podłogi l ś n i ą. Uwielbiam moją szkołę!

Kolejna dawka wspomnień- koncert 30 seconds to Mars. Gdy myślę jak było wspaniale chce mi się płakać. Idealna noc, zdarte gardło aaa. Mam problemy, aby napisać  sensowne, złożone i pasujące do siebie zdanie. Zobaczyć ulubiony zespół na żywo, poczuć energię pulsującą od trójki ludzi, którzy tak wiele zmienili w moim życiu, którzy na codzień są tak daleko a tego wyjątkowego wieczoru mam ich przy sobie. Tak właśnie się czułam, że dziś są tylko moi, nikt inny  się nie liczył.

Jedna z najwspanialszych osób jakie kiedykolwiek miałam okazję poznać? Ania <3 W tym roku pierwszy raz napisałyśmy sobie "hej" i już nie sposób zliczyć ile razy ten tekst się powtórzył na naszych ekranach. Właśnie-ekranach, internetowa przyjaźń i jest fajnie, cudownie do czasu, gdy którejś nie zbierze się na małe przemyślenia i wtedy bolą te kilometry. Pozostaje być cierpliwym, bo nasze spotkanie to nie marzenia, to PLANY w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ania, inaczej w moim słowniku zakodowana jako Wieloryb dużo zmieniła w moim życiu i mówię tu oczywiście o poprawie! Dzięki niej stałam się bardziej otwarta na ludzi i teraz mały zwrot do Ciebie (wiem, że to czytasz)-dziękuję Ci za wszystko, kocham cię.


Przechodząc do zainteresowań moją ogromną miłościa i przedmiotem uwielbienia stały się rolki (o których zresztą tu dość często wspominam), Jazda sprawia, że czuję się szczęśliwa, wolna i niezwyciężona. Czasem mam wrażenie, że mogłabym przemierzyć w nich cały świat, doskoczyć do nieba i dotknąć chmur. Zabawne troszkę.

I ostatni punkt związany z miejscem w internecie, gdzie aktualnie sie znajdujecie. Na swoim blogu czuję się niczym...w łóżku! Po prostu jest to moje miejsce, gdzie jestem sobą i nie muszę nikogo udawać. Czasem sama sobie dziwię się, dlaczego niechętnie bądź w ogóle nie daje linka znajomym? I wtedy zdaję sobie sprawę, że ja wiem. Że wiem, że ze świadomością posiadania przez znajomych adresu przybędzie do mnie blokada przed pisaniem tego, co czuję a to najgorsze co mogło by mi się przytrafić na blogu. I mam nadzieję, że nigdy nie nadejdzie i, że gdy być może kiedyś


poniedziałek, 28 grudnia 2015

confidence

Pewność siebie jest pożądaną cechą, w końcu każdy chciałby obudzić się rano, spojrzeć w lustro i mieć świadomość, że jest silny i żadna siła go nie zmiażdzy. Oczywiście w pozytywnym sensie. Dlaczego to zaznaczam? Ludziom coraz częściej pewnośc siebie kojarzy się z osobą wchodzącą do pokoju pełnego innych ludzi i myśli "jestem lepszy". Nie, pewna siebie osoba to taka, która wchodząc tam myśli "nie jestem gorszy". 

Pamiętam, że ja w roku 2014 byłam bardzo niepewna siebie, wstydziłam się samej siebie, swoich zainteresowań i miałam wrażenie, że wszystkim muszę coś udowadniać. W postanowieniach noworocznych na rok 2015 napisałam więc "być sobą i skupić się na swoim szczęściu a nie na innych". Wtedy nie miało to bezpośredniego związku z tematem posta, jednak teraz  po upływie roku stwierdzam, że wypełniając ten punkt na liście budowałam właśnie swoją samoocene i moja pewność siebie rosła w górę. Teraz, pod koniec 2015 roku przy kwadraciku na liście obok tego postanowienia daję znak x i jestem dumna, bo wiem, że zmieniłam dużo w swoim nastawieniu do swojej osoby. A jak tego dokonałam?

Warto jest dokonać analizy samego siebie- co nam sie podoba? Co nie? Skup się na zaletach, ale dostrzeż też wady- dużo łatwiej zaakceptować je, gdy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia. Trzeba też zrozumieć, że nie ma ideałów, nikt nie ma gładkiej, wyglądającej jak  porcelana twarzy bez photoshopa. Nikt nie ma zawsze nienagannej fryzury i  jeśli na Instagramie znajdujesz tylko zdjęcia, gdzie nawet w piżamie, w łóżku dziewczyna z niedbałym kokiem wygląda olśniewająco- nie, nie wygląda tak zawsze. Każdy ma mniej i bardziej łaskawe dla urody dni i nie przejmuj się, gdy na czole wyskoczy ci pryszcz, bo internetowe piękności też mają takie przypadk, też są ludźmi.

Nie upodabniaj się do n i k o g o. Pokaż, że jesteś inny i nie wstydz się swoich odmienności. Ja pamiętam, że wstydziłam się jeździć na rolkach przy znajomych, miałam chwilę załamania, że moja jazda jest żalosna, że oni będą się śmiać, I w sumie nadal mam małą blokadę, wolę jeździć sama ale jak powiem sobie w głowie "nie jestem gorsza" to pojadę na pełne boisko i będę tam jeździć- kiedyś nawet bym o tym nie pomyślała.

Przykre jest to, że zazwyczaj naszą samoocenę rujnują inni ludzie.  Hejty? Może trochę, jednak z nimi łatwiej sobie poradzić. Bardziej bolą te wypowiedziane wprost i właśnie po to nam jest pewność siebie, po to aby wiedzieć, że mamy swoją wartość i nikomu nie musimy tego udowadniać.
I za każdym razem, gdy poczujecie się niepewni siebie z powodu jakiegoś komentarza innej osoby zastanówcie się- kim jest ta osoba, żeby tak bardzo wpływać na moją samoocene? Odpowiedź:nikim.

Czytasz = skomentuj, to dla mnie bardzo ważne :)
I przypominam o przycisku obok zwanym "dołącz się do tej witryny" :D
Do zobaczenia,
Roksana :*


piątek, 25 grudnia 2015

Dlaczego nic nie idzie po mojej myśli? +zakończenie serii świątecznej

KONIEC! Dzisiaj mamy 25 grudnia, pierwszy dzień swiąt trwa, a dokładniej już się kończy, więc seria idzie w las. Chciałabym Wam podziękować za komantarze i wyświetlenia <3 I jak to wszyscy sładali życzenia wczoraj, ja zrobię to dzisiaj, w końcu jutro nadal święta :D
Życzę Wam przede wszystkim radości, aby wszystkie Wasze marzenia się spełniły, aby każdy dzień wypełniony był motywacją do działania. Aby nic nigdy nie szwankowało w Waszym zdrowiu i aby każdy dzień na nowo przynosił miłe niepodzianki. A gdy zdarzy się zła, abyście sobie poradzili! Wesołych Świąt!

Siedząc przed komputerem i oglądając filmiki z rolkami w roli głównej stwierdziłam, że bardzo chciałabym wyjść pojeździć. Aha, no tak, przecież:
1) Są swięta!
2) Jest mokro!
3) Zaraz przyjadą goście!
Mama patrzy się na mnie jak na chorą psychicznie osobę a do mnie dochodzi, że rzeczywiście warunki nie sprzyjają. Ale dlaczego tak jest?

Dlaczego nic nie idzie jak bym chciała? A może to ja...nie idę jak to "coś". Niezrozumiałe? Chyba troszkę, ale już tłumaczę. Znacie pewnie przysłowie "Gdy góra nie chce przyjść do Mahometa, to Mahomet musi przyjsć do góry". Z tych słów można wykrzesać i inny wniosek, jednak idealnie nadaje się również do dzisiejszego posta. Gdy coś nie jest jak chcemy dlaczego to nienaruszalne otoczenie ma sie zmieniać? Dlaczego użalamy się nad brzydką pogodą? Dlaczego przeszkadza nam to, czego nie możemy zmienić? Zawsze jednak jest jedno, co m o ż e m y zmienić. Swoje nastawienie! Skoro nie mogę iść na rolki i nie zmienię tego to po pierwsze powinnam chyba zrozumieć dlaczego. Jakby był to tylko wymysł mojej mamy "nie możesz i kropka" może możnaby było się troszkę posprzeczać, jednak jeśli  argumety są słuszne to przemawiają i do nas. Roksana, serio chcesz jeździć jak jest mokro? Nie będzie żadnej zabawy ani efektów! Do mnie to trafia, więc co dalej? No raczej znaleźć sobie inne zajęcie. Idź poczytać, idź pomóc mamie w kuchni, pograj na komputerze. Dostosuj się do warunków zewnętrznych, przecież niemożnosć zrobienia czegoś, na co miałeś ochotę nie jest końcem świata!

Czytasz = komentujesz
Spodobało się = obserwujesz
To bardzo motywuje! <3
Roksana :)


wtorek, 22 grudnia 2015

#Christmas4 Opowiadanie świąteczne cz.2

Walczę jeszczę chwilę z opadającymi powiekami jednak po czasie jestem zbyt wycieńczona i ulegam. Dobranoc.

* *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *   *   *   *   *  *  *   *   *  
Budzę się leżąc na szpitalnym łożu podłączona do ogromnej liczby rurek i maszyn. Nie wiem do ilu, nie liczę i nie mam zamiaru. Godzina wskazuje 11;43, nie mam pojęcia ile spałam, bo skąd moge wiedzieć kiedy zasnęłam. O 15 wyjechaliśmy z domu i mogłabym obliczyć godzinę, jednak nie mam sił. Rozglądam się i nie widzę obok nikogo znajomego. Jakąś panią z przesadnym makijażem właśnie odwiedza mężczyzna, pewnie jej mąż. Starszy pan z nogą w gipsie smacznie chrapie a miejsce obok mnie leży chłopak mniej więcej w wieku Tomka, cała jego głowa owinięta jest bandażem, jednak posiniaczona twarz jest widoczna. I nagle dostrzegam ten doskonale znany mi błysk w oku.
-Tomek!-mało nie rzucam się z łóżka, bałam się, że już mogę nie zobaczyć jego twarzy.
-Ola, Boże to ty, jakie szczęście!- mój brat otwiera oczy i wyczuwam, że miał chyba podobne obawy.
Jednak się widzimy i czuję ulgę, nasze małe szczęście w nieszczęściu, jednak co z resztą? Moja siostra, Lena i rodzice są gdzieś w szpitalu a ja czuję się bezradna, nie mam pojęcia gdzie są i czuje wielki strach, że może już nie na tym świecie. Nie, potrząsam głową i odrzucam tą myśl bo powoli łzy napływają mi do oczu. Nie płacz, bądz silna.
-Wiesz gdzie są rodzice i Lenka?-pytam z przejęciem.
-Był tu niedawno lekarz, jeszcze zanim przywieźli ciebie i mówił, że mama jest na tomografii i powinna niedługo przyjechać na tę sale.
Przywieźli mnie tu niedawno, ale też ważniejsza informacja do mnie dotarła.
Mama żyje. Niedługo tu przyjedzie na swoim łóżku. Dwie z czterech osób już mam przy sobie, cieszę się, lecz jednak nie pełnią szczęścia. W takiej sytuacji się nie da.
Rozmowa z bratem jednak daje mi ukojenie, jego głos jest spokojny i zawsze podziwiałam go za swoją siłę.
Wymieniamy się krótkimi, prostymi zdaniami bo oboje jesteśmy zmęczeni, jednak ta wymiana zabija czas. Po godzinie z pomocą pielęgniarki nadjeżdza mama a mi łzy za wszelką cenę próbują się wydostać na policzki, tym razem z radości jednak nie, nie mogę. Uspokój się, Ola. Uspokój.
Mamy uśmiech jest również spokojny, lecz smutny. Na jej ciele nie widać obrażeń poza plastrem pod okiem i nad brwią. Ciekawe, jak to możliwe.
Ale...co to? Pielęgniarka szepcze jej coś na ucho. Uczono nas w domu, że w towarzystwie nie wypada, to nieładnie. Tajna wiadomość powoduje u mamy poprawę  humoru, kąciki jej ust wędrują ku górze. Chcę wiedzieć dlaczego, więc pytam ale nie dostaję odpowiedzi. Jestem zirytowana, ale bawi mnie troszkę ta zabawa w tajemnice, skoro mama się śmieje to nie może być to coś złego.
Mama szepcze mi słowo: n i e s p o d z i a n k a. Że też akurat w takiej chwili zachciało jej sie niespodzianek, ale cóż, może poprawi nam to samopoczucie.
Pielęgniarka wychodzi, lecz wraca za dosłownie minutkę ze...stołem. Wybucham śmiechem, o co chodzi? Następnie wchodzi lekarz z pięcioma krzesłami a ja czuję się już maksymalnie zbita z tropu, przynajmniej wydaje mi się, że maksymalnie do czasu, gdy widzę tatę z gipsem na prawej ręce i małą Lenę z pierogami. Unosi się zapach barszczu i kapusty a ja zaczynam rozumieć co się dzieję i wtedy  nie wytrzymuję i ze wzruszenia mam mokre oczy, za chwilę również policzki. Zrobili to. Tutaj. W szpitalu urządzili nam świąteczny posiłek. Nie mogę stać, więc siadam na wózek tak samo jak tata. Mama, Lenka i Tomek nie potrzebują, mają wystarczająco siły by stać. Dzielimy się opłatkiem, jednak nie życzymy sobie zdrowia, nie teraz. Nie chcemy myśleć o naszym nieszczęściu tylko skupić się na aktualnej, cudownej, magicznej chwili. Podczas śpiewania tradycyjnej kolędy uświadamiam sobie pewną rzecz- to jest magia świąt. To dobroć ludzi wokół nas, to ich gesty i działania. Atmosfery nie tworzą lampki ani zapachy. Nie chodzi o potrawy, ale ludzi z którymi możemy je zjeść. O ludzi. O dobro. O miłość i przebczenie.
Teraz to czuję.

niedziela, 20 grudnia 2015

#Christmas3 Opowiadanie świąteczne cz.1


Siedzę aktualnie w moim niewygodnym łóżku. Zapaliłam lampki, bo liczę, że oszukam samą siebie. Chcę poczuć magię świąt, lecz nic mi w tym nie pomaga. Po prostu nie widzę tej radości, choć bardzo bym chciała. Pogrążam się więc w lekturze. Czytanie jest moim sposobem na oderwanie się od przykrej rzeczywistości. Wszyscy w świętach widzą szczęście i miłość, dla mnie ten okres jest największym dowodem na moją paskudną naturę, czuję się jakby moje serce z kamienia nie odczywało żadnych emocji.

*   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *  *  *   *   *  *  *   *   *
24 grudnia, wigilijny poranek. Czas założyć maskę. Rano pocieram dłońmi o oczy i powoli wstaję. Slyszę skrzypienie pod stopami schodząc powoli po drewnianych schodach. W kuchni panuje prawdziwy huragan, tata ze swoimi niewielkimi umiejętnościami kulinarnymi przygotowuje sos żurawinowy próbując tym samym wyręczyć mamę, ona w tym czasie piecze kolejny jabłecznik, ten zamierza podarować chorej, starej kobitce, naszej sąsiadce. Zastanawiam się po kim odziedziczyłam mój charakter? Moja mama jest taka dobra, ma tak wielkie serce. Nie, to nie po niej. Brat aktualnie podłącza Play Station do telewizora na dole, abyśmy mogli milej spędzić święta, albo raczej aby cała moja rodzina minus ja mogła spędzić milej święta, nigdy nie podniecały mnie gry, wolę książki. Czuję zapach spalenzny i i jednocześnie przyglądam się młodszej siostrze bawiącej się z naszym psem, Rasa york umożliwia ubieranie psiny w czerwone ubranka mikołaja, co w sumie wygląda całkiem uroczo. Pieszczę się więc z nim odrobinkę i podejmuję próbę rozmowy rodzinnej.
- Cześć. -rzucam sztywno.
- O, moja kruszynka wstała! -tata z przesadnym entuzjazmem przytula mnie i całuje w policzek. Już od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że się o mnie martwi, wyczuł, że coś nie tak.
 Odwzajemniam uścisk, gdy mama szuka nowego garnka.
-Pomóc? - pytam poraz kolejny zdecydowanie zbyt sztucznie. Dlaczego kontakty z rodziną sprawiają mi takie trudności?
- Nie, nie trzeba kochanie - mama chyba przyzwyczaiła się do mojego tonu, bo nie uwierzę, że nie usłyszała.
Brat, Tomek informuje mnie, że do babci wyjeżdzamy o 15 i mam być gotowa. Idę więc do łazienki i pogrążam się w typowej rutynie nastolatki. Podkład, tusz i inne pierdoły. Z szafy wyciągam białą sukienkę z koronkowymi elementami i zakręcone włosy poprawiam tylko rękami. Muszę przyznać, że wygląda to nieźle.

Wszystkie prezenty są już zapakowane w samochodzie, więc pora również na nas. Tata za kierownicę, mama obok na fotelu pasażera, my z tyłu, moja siostra na foteliku. Jedziemy. Pogoda nie sprzyja, biały puch spada z nieba i zasypuje drogę. Na oknie zbierają się pojedyńcze płatki śniegu. Liczę je. Jeden, dwa, trzy, cztery. Już się pogubiłam i przez jedną chwilę czuję sie dobrze.Wkrótce rozlegają się syreny
Przeszywa mnie cierpienie, lewą ręką nie mogę ruszać, prawą dotykam w miejsce nawiększego bólu i nagle rękę mam mokrą od krwi. Mojej krwi. Oczy mi się kleją. Czuję jak silne ręce podnoszą mnie na kocu i kładą na czymś w rodzaju czerwonego stołu z kołami. Wiozą mnie na nim do karetki z której wydobywa się hałas, zdecydowanie zbyt głośny.

CZĘŚĆ DRUGA JUŻ JUTRO KOCHANI :)

środa, 16 grudnia 2015

#Christmas2 Dear Santa...


Drogi Mikołaju, piszę do Ciebie pierwszy raz od dawna. Nie będę Cię prosić o nową lalkę, nie martw się ;) Chciałam ci podziękować. Dziękuję, że co roku sprawiasz, że okres świąteczny jest magiczny. Dziękuję, że twoje renifery dodają uroku do świąt. Dziękuję, że powodujesz uśmiech na tylu twarzach. Dziękuję za pachnącą choinkę, za dom przepełniony zapachem cynamowu. Za kolorowe bombki i świecące lampki. Za biały puch na oknem i melodię kolęd. Za karpia i pierogi, za śmiechy i rozmowy przy stole wigilijnym.
Chciałabym Cię jednak również o coś poprosić, ale czytaj uważnie, bo to ważne. Ważniejsze niż zabawki, które chciałam w dzieciństwie. Zabierz zabieganych ludzi. Zabierz kolędy puszczane z płyty, zabierz plastikowe bombki. Zabierz zapach mandarynek z saszetek ze sklepu. Zabierz sztuczne święta.
Zabierz też zło, terrorystów. Zabierz idiotów żądnych krwi, zabierz wszystko co nie przyczynia się do szczęścia i dobra.
Wiem, że możesz.  Bo jak nie ty to kto? Nie rozumiem dlaczego ludzie w Ciebie nie wierzą. Ja wierzę.
Drogi Mikołaju, życzę Ci wesołych świąt! Spędz je prawdziwie, zaśpiewaj kolędy, zjedz 12 potraw przy stole z białym obrusem. Odetnij się od mediów na czas wigilii, spędz je z nami bez telewizji i radia. Nie technoligia liczy się w świętach, prawda?
Do zobaczenia, kochany Święty Mikołaju!

Roksana



poniedziałek, 14 grudnia 2015

#Christmas1 Tangerines, cloves, Christmas Tree

 
 Mandarynki, aromatyczne goździki, choinka przystrojona dziesiątkami bombek z symboliczną gwiązdą na szczycie. Jednym słowem święta! Już za równiutkie 10 dni wszyscy od rana, jak co roku będziemy zacięcie ścierać ostatnie kurze, nasze babcie będą dokańczać  potrawy na wigilijny stół a my podjadać ciastka z najwyższej półki. W domu zagoszczą czerwone akcenty i rozbłysną lampki na drzewku. Uwielbiam święta!


Od początku grudnia w sklepach pojawiają się kalendarze adwentowe, czekoladowe mikołaje i lizaki z wicerunkiem starca z siwą brodą w czerwonym kubraczku. Od razu czuć klimat nadchodzącego wydarzenia. 6 grudnia w galeriach handlowych i na ulicach panuje prawdziwa świąteczna gorączka, Mikołaje są wszędzie, rozdają prezenty najmłodszym i nie tylko. Jest to powód, za który kocham święta- wszystkim otwierają się serca. Zbiórki żywności np. tak, pomagam również są dowodem na to, że w okresie świątecznym kończy się obojętność na biedę, zło, przemoc. Szkoda, że niektórzy tylko wtedy postanawiają okazać wsparacie...


Święta kojarzą mi się ze słodkościami. Czekolada, cukierki, ciasta. W tych trzech dniach mają wyjątkową wartość, znaczą wtedy troszkę więcej. Są oznaką miłości, choć brzmi to komicznie. Ja bardzo cenię sobie rodzinę, uwielbiam spędzać z nią czas i  możliwość zjedzenia z nią na spokojnie jabłecznika przy stole u babci przy herbacie bardzo mi się uśmiecha. Tofiffie czy Rafaello otrzymane w prezencie od bliskiej osoby też smakuje zupełnie inaczej. Smakuje...szczęściem. Szczęsciem, bo mamy osobę, która może nam czekoladki wręczyć, to jest najważniejsze. Nie ilość ani wartość prezentów! Moja mama zawsze mi powtarzała, że chodzi tu o pamięc, o jakiś skromny, symboliczny podarunek. Jak byłam młodsza zawsze największą radością w świętach były prezenty, pamiętam moją radość, gdy w wieku 8 lat dostałam mikrofon Hanny Montanny. Było to na swój sposob piękne, jednak teraz jest piękniej. Liczy się atmosfera, rodzina, miłość. Jest to czas przebaczenia, pogłębienia więzi i po prostu bycia ze sobą.

Teraz trochę wiadomości organizacyjnych. Tym postem chcę zacząć serię świąteczną u mnie na blogu. Niedługo na ten cudowny czas pojawi się nowy wygląd bloga i będzie tu gościł do końca okresu świątecznego. W tym czasie powinny się pojawić jeszcze 4 posty tematyczne o świętach, prezentach, Mikołaju. Będą one miały dla mnie dużą wartość, będą przesycone wspomnieniami i co roku będę do nich wracać, a także tworzyć nowe. Są one pisane dla Was, abyście poczuli magię świąt, ale w większym stopniu dla mnie, dla przypomnienia sobie dawnych lat, wczucia się w atmosferę jeszcze bardziej, powrotu do czasów, gdy wierzyłam w Świętego Mikołaja. Właściwie...nadal wierzę. Do zobaczenia! :)
Roksana

piątek, 11 grudnia 2015

Candle

Lubię to robić. Za każdym delikatnym, lecz silnym muśnięciem zapalniczki wykrzesa się z niej płomien, zawsze czuję wtedy lekki strach. Zabawne, że potrafię bać się tak małych rzeczy- ognia, który mój brat zawsze poskramiał wilgotnym palcem. Byłam wtedy mała, wydawał mi się taki odważny, nieustarzony. Po minionych kilku latach nadal mi się tak wydaję.
Gdy czarny, dziwny, elastyczny pręt barwiący na czarno ręce rozbłyśnie ciepłymi barwami ognia, zaczyna się mój seans.

Czasem rozmyślam co to ogień. Od "mojej" strony, nie chemicznej. Jedno jest pewne- jest gorący, jego ciepło wywołuje u mnie strach. Ma różne barwy, przy knocie rozpoczyna się na niebiesko, dalej łagodnie przechodzi w jasną, prawie niewidzoczną, bladą barwę żółtą, która im wyżej, tym więcej ma intensywności. Na całej długości płomień powoduje, że w ciemności jednak coś widać, świeci się. Uwielbiam to światło, w porównaniu z żarówkami wydaje mi się takie naturalne. Nowoczesne LED-y są nudne, zawsze świecą się tak samo. Prawdziwy płomień ma jednak w sobie różnorodność, czasem jest statyczny, nie porusza się, jedyne ruchy to lekkie kołysanie. Przypomina mi to matkę z zasypiającym na jej ramionach dzieckiem. Czasem też ogień jest niespokojny, zachowuje sie dynamicznie, sprawia wrażenie uwięzionego w klatce ciała, chcącego się wydostać. Ciekawe co mój gorący przyjaciel na to, że jest w wolnym, pełnym powietrza pokoju.

Sam proces spalania jest niezwykły. Najlepsza część obserwacji to baczne oglądanie wosku. Pod wpływem ciepła znika. Ciekawe gdzie? Ten wosk, który jeszcze przed chwilką był twardy, stały teraz jest ciekły. I zostawia ślady. Gładkie, jak woda w wodospadzie, żadnych wypukłości, albo chropowate, przypominające wnętrze brzoskwini, widać wyraźne podobieństwo do miąższu owocowego. Zabawne...

Zapach unoszący się wokoło palącego się wosku czasem jest słodki, czekoladowy,  intensywnie cukierkowy, aż chce się go zjeść. Jednak ja za nimi nie przepadam. Ja lubię subtelne zapachy żurawiny oraz wanilii. Pachnące liśćmi jodły, kokosem bądz lilią. Lubię wspominać przy okazji palenia. Świeczki kojarzą mi się z wydarzeniami, miejscami, osobami.

Po prostu je bardzo lubię i widzę w nich coś więcej.
Warto widzieć coś więcej :)

wtorek, 8 grudnia 2015

Tik tak, tik tak

Czas chyba mnie nie lubi. W żaden sposób nie potrafi się dostosować do moich planów. Gdy  mam masę zajęć, sprawdzianów, kartkówek i prac domowych, tchórzliwy Czas ucieka gdzie pieprz rośnie i nawet nie obraca sie za sobą. Jednak gdy doskwiera mi nuda, czekam na jakieś wydarzenie w niecierpliwoscią to Czas przychodzi na obiad, zabawia bardzo długo i czeka jescze na deser. Straszna zmora z niego...

Dlaczego im  mniej czasu, tym wiecej rzeczy do roboty? Nie wyrobie sie, nie dam rady, nie oddam na termin- wszyscy znamy te obawy, które pewnie nie raz nam towarzyszyły. 
Z drugiej strony jednak osoby zapracowane są dużo lepiej zorganizowane i w praktyce mają czasem i wiecej czasu nic druga, nieco leniwsza grupa. 
Przykład z życia- ostatnio cały mój czas poświęcam na naukę, jednak jestem przyzwyczajona do dużej ilości zajęć przez moje zajęcia dodatkowe i zainteresowania. Mam przede wszystkim mam zorganizowany czas i nigdy nie zabrakło mi czasu na naukę do sprawdzianu. Mam jednak znajomych, którzy pomimo, ze jedynym zainteresowaniem jest Facebook, nie umieją. Dlaczego? Nie mieli czasu. Mhmm...

Czyli czasu maja  jednocześnie wiecej osoby zapracowane, jak i mniej. Czy to ma sens? Tak samo jest z jego przemijaniem. 

Jednocześnie nie mogę doczekać się przyszłości, praktycznie każde wydarzenie jest przeze mnie wyczekiwane. Nie tylko typu wakacje, czekam również na czas, taki jak skończenie gimnazjum i nie sugeruje tu, ze nie podoba mi się ten okres ani ze jest mi w mojej szkole źle. Głównym powodem jest  ciekawość. Jak będziemy wszyscy wyglądali? Jakiej długości bedą włosy dziewczyn, czy chłopcy wydorośleją, czy w klasie utworzy się jakaś para? Ciekawość mnie zżera i czekam na przyszłość a jednocześnie uciekający czas jest okropny.

Chcę zatrzymać czas. Zatrzymać te twarze, sa takie piękne. Chce zrobic zdjecie wszystkiemu co mnie otacza i mieć to juz zawsze ze sobą. Nie zapomnieć, nie pozwolić sobie zapomnieć o wszystkim co jest, co było. Nie chce się żegnać z idealnym czasem i czekać  na gorsze jak kawałek drewna na wietrze aż zostanie porwany.
Nie chce żeby wszyscy rośli tak szybko, aby małe dziecięce stópki wyrastały z bucików.
Chce zatrzymać czas w idealnym momencie i po prostu stać, nasycić sie szczęściem. Stać tam.
Jednoczenie chce lecieć dalej jak ptak, zmiany sa dobre. Ale nie umiem tego teraz dostrzec.

Dziękuje! Trzymajcie sie cieplutko, komentujcie i obserwujcie mojego bloga! Papa, do zobaczenia następnym razem :*
Roksana.