piątek, 11 grudnia 2015

Candle

Lubię to robić. Za każdym delikatnym, lecz silnym muśnięciem zapalniczki wykrzesa się z niej płomien, zawsze czuję wtedy lekki strach. Zabawne, że potrafię bać się tak małych rzeczy- ognia, który mój brat zawsze poskramiał wilgotnym palcem. Byłam wtedy mała, wydawał mi się taki odważny, nieustarzony. Po minionych kilku latach nadal mi się tak wydaję.
Gdy czarny, dziwny, elastyczny pręt barwiący na czarno ręce rozbłyśnie ciepłymi barwami ognia, zaczyna się mój seans.

Czasem rozmyślam co to ogień. Od "mojej" strony, nie chemicznej. Jedno jest pewne- jest gorący, jego ciepło wywołuje u mnie strach. Ma różne barwy, przy knocie rozpoczyna się na niebiesko, dalej łagodnie przechodzi w jasną, prawie niewidzoczną, bladą barwę żółtą, która im wyżej, tym więcej ma intensywności. Na całej długości płomień powoduje, że w ciemności jednak coś widać, świeci się. Uwielbiam to światło, w porównaniu z żarówkami wydaje mi się takie naturalne. Nowoczesne LED-y są nudne, zawsze świecą się tak samo. Prawdziwy płomień ma jednak w sobie różnorodność, czasem jest statyczny, nie porusza się, jedyne ruchy to lekkie kołysanie. Przypomina mi to matkę z zasypiającym na jej ramionach dzieckiem. Czasem też ogień jest niespokojny, zachowuje sie dynamicznie, sprawia wrażenie uwięzionego w klatce ciała, chcącego się wydostać. Ciekawe co mój gorący przyjaciel na to, że jest w wolnym, pełnym powietrza pokoju.

Sam proces spalania jest niezwykły. Najlepsza część obserwacji to baczne oglądanie wosku. Pod wpływem ciepła znika. Ciekawe gdzie? Ten wosk, który jeszcze przed chwilką był twardy, stały teraz jest ciekły. I zostawia ślady. Gładkie, jak woda w wodospadzie, żadnych wypukłości, albo chropowate, przypominające wnętrze brzoskwini, widać wyraźne podobieństwo do miąższu owocowego. Zabawne...

Zapach unoszący się wokoło palącego się wosku czasem jest słodki, czekoladowy,  intensywnie cukierkowy, aż chce się go zjeść. Jednak ja za nimi nie przepadam. Ja lubię subtelne zapachy żurawiny oraz wanilii. Pachnące liśćmi jodły, kokosem bądz lilią. Lubię wspominać przy okazji palenia. Świeczki kojarzą mi się z wydarzeniami, miejscami, osobami.

Po prostu je bardzo lubię i widzę w nich coś więcej.
Warto widzieć coś więcej :)

4 komentarze:

  1. Oczywiscie ze warto widziec cos wiecej :) własnie w tym momencie zapaliłam kilka świeczek <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam świeczki, zawsze mam jakieś w pokoju.:)
    Ciekawy post.

    http://diarygirla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post, masz bardzo fajny blog a Twoje wpisy są naprawdę bardzo interesujące Emotikon smile !
    ja juz obserwuje i zapraszam do mnie
    nowy post
    milentry-blog

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, warto widzieć coś więcej, a ja osobiście nigdy nie sądziłam, że można się tak zainspirować zwykłą świeczką. Super Ci to wyszło :)

    minimalistyczny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń