niedziela, 20 grudnia 2015

#Christmas3 Opowiadanie świąteczne cz.1


Siedzę aktualnie w moim niewygodnym łóżku. Zapaliłam lampki, bo liczę, że oszukam samą siebie. Chcę poczuć magię świąt, lecz nic mi w tym nie pomaga. Po prostu nie widzę tej radości, choć bardzo bym chciała. Pogrążam się więc w lekturze. Czytanie jest moim sposobem na oderwanie się od przykrej rzeczywistości. Wszyscy w świętach widzą szczęście i miłość, dla mnie ten okres jest największym dowodem na moją paskudną naturę, czuję się jakby moje serce z kamienia nie odczywało żadnych emocji.

*   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *  *  *   *   *  *  *   *   *
24 grudnia, wigilijny poranek. Czas założyć maskę. Rano pocieram dłońmi o oczy i powoli wstaję. Slyszę skrzypienie pod stopami schodząc powoli po drewnianych schodach. W kuchni panuje prawdziwy huragan, tata ze swoimi niewielkimi umiejętnościami kulinarnymi przygotowuje sos żurawinowy próbując tym samym wyręczyć mamę, ona w tym czasie piecze kolejny jabłecznik, ten zamierza podarować chorej, starej kobitce, naszej sąsiadce. Zastanawiam się po kim odziedziczyłam mój charakter? Moja mama jest taka dobra, ma tak wielkie serce. Nie, to nie po niej. Brat aktualnie podłącza Play Station do telewizora na dole, abyśmy mogli milej spędzić święta, albo raczej aby cała moja rodzina minus ja mogła spędzić milej święta, nigdy nie podniecały mnie gry, wolę książki. Czuję zapach spalenzny i i jednocześnie przyglądam się młodszej siostrze bawiącej się z naszym psem, Rasa york umożliwia ubieranie psiny w czerwone ubranka mikołaja, co w sumie wygląda całkiem uroczo. Pieszczę się więc z nim odrobinkę i podejmuję próbę rozmowy rodzinnej.
- Cześć. -rzucam sztywno.
- O, moja kruszynka wstała! -tata z przesadnym entuzjazmem przytula mnie i całuje w policzek. Już od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że się o mnie martwi, wyczuł, że coś nie tak.
 Odwzajemniam uścisk, gdy mama szuka nowego garnka.
-Pomóc? - pytam poraz kolejny zdecydowanie zbyt sztucznie. Dlaczego kontakty z rodziną sprawiają mi takie trudności?
- Nie, nie trzeba kochanie - mama chyba przyzwyczaiła się do mojego tonu, bo nie uwierzę, że nie usłyszała.
Brat, Tomek informuje mnie, że do babci wyjeżdzamy o 15 i mam być gotowa. Idę więc do łazienki i pogrążam się w typowej rutynie nastolatki. Podkład, tusz i inne pierdoły. Z szafy wyciągam białą sukienkę z koronkowymi elementami i zakręcone włosy poprawiam tylko rękami. Muszę przyznać, że wygląda to nieźle.

Wszystkie prezenty są już zapakowane w samochodzie, więc pora również na nas. Tata za kierownicę, mama obok na fotelu pasażera, my z tyłu, moja siostra na foteliku. Jedziemy. Pogoda nie sprzyja, biały puch spada z nieba i zasypuje drogę. Na oknie zbierają się pojedyńcze płatki śniegu. Liczę je. Jeden, dwa, trzy, cztery. Już się pogubiłam i przez jedną chwilę czuję sie dobrze.Wkrótce rozlegają się syreny
Przeszywa mnie cierpienie, lewą ręką nie mogę ruszać, prawą dotykam w miejsce nawiększego bólu i nagle rękę mam mokrą od krwi. Mojej krwi. Oczy mi się kleją. Czuję jak silne ręce podnoszą mnie na kocu i kładą na czymś w rodzaju czerwonego stołu z kołami. Wiozą mnie na nim do karetki z której wydobywa się hałas, zdecydowanie zbyt głośny.

CZĘŚĆ DRUGA JUŻ JUTRO KOCHANI :)

6 komentarzy:

  1. Super się zapowiada, czekam na kolejną cześć!

    Obserwujemy?
    seendixsecret.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne opowiadanie, czekamy na dalszą część :)
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    i w wolnej chwili zapraszam :)
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do obserwacji , zacznij i napisz u mnie :) .
    http://bedifferent-ania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba nie da się tak na siłę poczuć magii świąt ;)
    blog: optymistka. | fanpage

    OdpowiedzUsuń