wtorek, 22 grudnia 2015

#Christmas4 Opowiadanie świąteczne cz.2

Walczę jeszczę chwilę z opadającymi powiekami jednak po czasie jestem zbyt wycieńczona i ulegam. Dobranoc.

* *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *   *   *   *   *  *  *   *   *  
Budzę się leżąc na szpitalnym łożu podłączona do ogromnej liczby rurek i maszyn. Nie wiem do ilu, nie liczę i nie mam zamiaru. Godzina wskazuje 11;43, nie mam pojęcia ile spałam, bo skąd moge wiedzieć kiedy zasnęłam. O 15 wyjechaliśmy z domu i mogłabym obliczyć godzinę, jednak nie mam sił. Rozglądam się i nie widzę obok nikogo znajomego. Jakąś panią z przesadnym makijażem właśnie odwiedza mężczyzna, pewnie jej mąż. Starszy pan z nogą w gipsie smacznie chrapie a miejsce obok mnie leży chłopak mniej więcej w wieku Tomka, cała jego głowa owinięta jest bandażem, jednak posiniaczona twarz jest widoczna. I nagle dostrzegam ten doskonale znany mi błysk w oku.
-Tomek!-mało nie rzucam się z łóżka, bałam się, że już mogę nie zobaczyć jego twarzy.
-Ola, Boże to ty, jakie szczęście!- mój brat otwiera oczy i wyczuwam, że miał chyba podobne obawy.
Jednak się widzimy i czuję ulgę, nasze małe szczęście w nieszczęściu, jednak co z resztą? Moja siostra, Lena i rodzice są gdzieś w szpitalu a ja czuję się bezradna, nie mam pojęcia gdzie są i czuje wielki strach, że może już nie na tym świecie. Nie, potrząsam głową i odrzucam tą myśl bo powoli łzy napływają mi do oczu. Nie płacz, bądz silna.
-Wiesz gdzie są rodzice i Lenka?-pytam z przejęciem.
-Był tu niedawno lekarz, jeszcze zanim przywieźli ciebie i mówił, że mama jest na tomografii i powinna niedługo przyjechać na tę sale.
Przywieźli mnie tu niedawno, ale też ważniejsza informacja do mnie dotarła.
Mama żyje. Niedługo tu przyjedzie na swoim łóżku. Dwie z czterech osób już mam przy sobie, cieszę się, lecz jednak nie pełnią szczęścia. W takiej sytuacji się nie da.
Rozmowa z bratem jednak daje mi ukojenie, jego głos jest spokojny i zawsze podziwiałam go za swoją siłę.
Wymieniamy się krótkimi, prostymi zdaniami bo oboje jesteśmy zmęczeni, jednak ta wymiana zabija czas. Po godzinie z pomocą pielęgniarki nadjeżdza mama a mi łzy za wszelką cenę próbują się wydostać na policzki, tym razem z radości jednak nie, nie mogę. Uspokój się, Ola. Uspokój.
Mamy uśmiech jest również spokojny, lecz smutny. Na jej ciele nie widać obrażeń poza plastrem pod okiem i nad brwią. Ciekawe, jak to możliwe.
Ale...co to? Pielęgniarka szepcze jej coś na ucho. Uczono nas w domu, że w towarzystwie nie wypada, to nieładnie. Tajna wiadomość powoduje u mamy poprawę  humoru, kąciki jej ust wędrują ku górze. Chcę wiedzieć dlaczego, więc pytam ale nie dostaję odpowiedzi. Jestem zirytowana, ale bawi mnie troszkę ta zabawa w tajemnice, skoro mama się śmieje to nie może być to coś złego.
Mama szepcze mi słowo: n i e s p o d z i a n k a. Że też akurat w takiej chwili zachciało jej sie niespodzianek, ale cóż, może poprawi nam to samopoczucie.
Pielęgniarka wychodzi, lecz wraca za dosłownie minutkę ze...stołem. Wybucham śmiechem, o co chodzi? Następnie wchodzi lekarz z pięcioma krzesłami a ja czuję się już maksymalnie zbita z tropu, przynajmniej wydaje mi się, że maksymalnie do czasu, gdy widzę tatę z gipsem na prawej ręce i małą Lenę z pierogami. Unosi się zapach barszczu i kapusty a ja zaczynam rozumieć co się dzieję i wtedy  nie wytrzymuję i ze wzruszenia mam mokre oczy, za chwilę również policzki. Zrobili to. Tutaj. W szpitalu urządzili nam świąteczny posiłek. Nie mogę stać, więc siadam na wózek tak samo jak tata. Mama, Lenka i Tomek nie potrzebują, mają wystarczająco siły by stać. Dzielimy się opłatkiem, jednak nie życzymy sobie zdrowia, nie teraz. Nie chcemy myśleć o naszym nieszczęściu tylko skupić się na aktualnej, cudownej, magicznej chwili. Podczas śpiewania tradycyjnej kolędy uświadamiam sobie pewną rzecz- to jest magia świąt. To dobroć ludzi wokół nas, to ich gesty i działania. Atmosfery nie tworzą lampki ani zapachy. Nie chodzi o potrawy, ale ludzi z którymi możemy je zjeść. O ludzi. O dobro. O miłość i przebczenie.
Teraz to czuję.

9 komentarzy:

  1. Ciekawie piszesz. Wczytałam się strasznie. Idę przeczytać wcześniejsze części. Uwilbiam czytać opowiadania o wypadkach i poszukiwaniu się nawzajem.
    WESOŁYCH ŚWIĄT!

    karolinqe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz! Nie wiem czemu, ale święta kojarzą mi się ze szpitalem. Pisz więcej! Wesołych Świąt! Obserwujemy?

    NOWY POST!
    Komentarz u mnie = Komentarz u Ciebie!
    http://bieganiejestspoko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku nie zauważyłam wcześniej, ale też jesteś Echelon! Nie wiem czy mnie pamiętasz, organizowałam kiedyś akcje z filmikiem dla Marsów do piosenki Do or Die! Oczywiście obserwuję i koniecznie daj znać czy mnie pamiętasz u mnie! :D

      Usuń
    2. Jeju pamiętam! <3 Gdzieś w szafce mam jeszcze kartkę z napisem "a lie"! Mam nadzieję, że o tą acje chodzi <3 Echelony w blogosferze jak cudownie :D I oczywisćie obserwuję również!

      Usuń
  3. Świetnie piszesz :) Obserwujemy?
    Zapraszam na mojego bloga --->http://wchmurach12.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, dużo radości i miłości w nadchodzącym roku.
    Większej aktywności na blogu od tych stałych jak i nowych czytelników.
    Życzy: http://dorota-kotlarz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne opowiadania! :)
    http://blaack-pearl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń