niedziela, 31 stycznia 2016

TAG czytelnicze nawyki

Pewnego popołudnia Roksana siedząc na łóżku, wlewając w siebie trzeci z rzędu kubek pomarańczowej herbaty oglądała filmiki na YouTube poświęcone książkom. Natknęła się na Tag czytelnicze nawyki i jako, iż spodobał je sie tytuł- kliknęła. Była zauroczona i bardzo chciała gdzieś opublikować również swoje odpowiedzi na pytania zawarte w któtkim, lecz treściwym filmiku. Później przypomniała sobie, że ma bloga. Więc zapraszam :D

1. Czy masz w domu konretne miejsce do czytania?
Tak i nie. Najbardziej lubię czytać w łóżku-jak pewnie duża część osób, jednak nie lubie monotonii. Uwielbiam zmieniać swoje położenia i lubię pogrążać się w lekturze na biurku ( z naciskiem na słowo na, a nie przy), w salonie na kanapie oraz na dywanie. Różnorodność jest moim przyjacielem! :D

2.Czy w trakcie czytania używasz zakładek czy przypadkowych świstków papieru?
Jestem wielbicielką zakładek. Lubię porządek, ład i strona w książce zaznaczona np. planem lekcji czy kartkówką z 5 klasy wydaje mi się rodzajem bałaganu. Jednak bywa i tak, podczas czytania wieczorem lub w nocy, że oczy same się zamykają i wtedy odpowiedni jest nawet pilot do telewizora.

3. Czy możesz po prostu od tak skończyć książkę, czy musisz dojść do końca rozdziału lub do pełnej liczby stron?
Zdecydowanie opcja druga. Jednak muszę przyznać, że w przypadku książek, gdzie rozdziały kończą się w ważnych momentach-czasem jest to trudne. Mam ochotę wtedy czytać dalej, i dalej, strona po stronie, rozdział po rozdziale, ale ku mojej rozpaczy-nie zawszę mogę. To jutro sprawdzian, to dużo pracy domowej, to trzeba lekture czytać. Uroki ucznia...

4.Czy pijesz albo jesz podczas czytania książki?
W kwestii picia- herbata. Prawie zawsze zanim zacznę czytać udaję się do kuchni, nastawiam wodę i przygotowuję ten gorący napój. A jedzenie? Przyznaje się, że tak, jednak stawiam sobie warunki. Nie jem tłustych potraw, bo nie chcę plam na stronach, Ogólnie nie jem żadnych "głownych" posiłków, tylko przekąski. Ostatnio moimi faworytami do przegryzania są płatki- poduszeczki czekoladowe z nadzieniem orzechowym. Nie brudzą ani stron, ani rąk i są przepyszne!
Też często w stresujących momentach w lekturze zajadam każde słowo próbując się uspokoić i nie przeżywać tak wydarzeń, a gdy skończy się nie tak, jak przewidywałam- odkładam książkę w bezpiecznie miejsce i zostaję sama z jedzeniem i herbatą w łóżku i pogrążam się w smutku.

5.Czy jesteś wielozadaniowy? Potrafisz słuchać muzyki albo oglądać film podczas czytania?
Nie. Potrafiłabym się zatopić w świecie bohaterów, jednak nie znałabym nawet imienia głównego bohatera w filmie. Jedno, albo drugie. Potrafię też, (co bardzo mnie cieszy) czytać na przerwie w szkole odłączając się od pisków, śmiechów i innego hałasu.

6. Czytasz jedną książkę, czy kilka naraz?
Jedną. Wyjątkiem sa lektury. Nie potrafiłabym na czas czytania lektury szkolnej zrezygnować ze swoich papierowych perełek, zawsze muszę mieć coś w swoim guście.

7.Czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Choć w tej odpowiedzi słowo dobrze nie jest do końca poprawnie dobrane, czytanie w kolejce w sklepie spożywczym byłoby niestosowne. Na lekcji też. I podczas jazdy na rowerze. Właściwie jest wiele nieodpowiednich miejsc. Ale przerwa w szkole, autobus, pociąg, samochód, przystanek- dlaczego nie!

8.Czytasz na głos czy w myślach?
Nie wyobrażam sobie czytać na głos! Pewnie bardzo itytowałabym wszystkich naokoło i dodatkowo siebie. To musi być męczące haha.

9.Czy czytasz na przód poznając zakończenie? Pomijasz jakieś fragmenty książki?
NIGDY nie czytam na przód! Poznanie zakończeni nie byłoby dla mnie żadną przyjemnośćią, a odebraniem jej sobie! Niezwykle nudne byłoby czytać, znając treść następnych stron.
Nie pomijam również żadnych fragmentów, ponieważ wtedy mój obraz całej akcji w głowie byłby niekompletny. Jak wyobrazić sobie rozmowe dwóch bohaterów nie czytając opisu pokoju w którym się znajdują?

10. Czy zaginasz książkom grzbiety?
NIE!
Książki traktuję czasem jak ludzi i nigdy nie zagięłam żadnego grzbietu.

To już wszystkie pytania! :D
A czy Wy macie jakieś czytelnicze nawyki?
Czekam na komentarze! :)
Roksana

środa, 27 stycznia 2016

John Green nauczycielem nastolatków

Jeżeli jesteś czytającym nastolatkiem- znasz Johna Greena.
Jeżeli jesteś nastolatkiem aktywnym w internecie-znasz Johna Greena.
Jeżeli interesujesz sie literaturą- pewnie kojarzysz tego pana, niezależnie od wieku.

Wniosek? Green robi furorę. Wszędzie go pełno, recenzje jego dzieł są na YouTube na każdym książkowym kanale, więc...dlaczego nie napisać o nim posta? A właściwie o jego książkach ;)

Szybko na początek pare suchych faktów (które śmiało można pominąć, jednak czułabym się dziwnie publikując posta bez podstawowych informacji):
John Michael Green (ur. 24 sierpnia 1977) – amerykański pisarz gatunku Young-adult fiction i video blogger (vlogger). W 2006 wygrał nagrodę Printz Award za debiut Szukając Alaski, 2012 jego powieść Gwiazd naszych wina osiągnęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów New York Timesa, a w 2014 została zekranizowana.W roku 2014 został uznany przez magazyn Time za jedną ze 100 najbardziej wpływowych osób na świecie
Wydał 4 swoje własne książki:
-Szukając Alaski
-Gwiazd naszych wina
-19 razy Katherine
-Papierowe miasta
Oraz 2 w efekcie współpracy:
-W śnieżną noc z  Maureen Johnson i Lauren Myracle
-Will Grayson, Will Grayson z Davidem Levithanem

KONIEC SZTYWNEJ SFERY, ZAPRASZAM NIŻEJ ;)

Czym właściwie są jego książki i dlaczego w tytule określiłam go jako nauczyciela? Są rodzajem drogowskazu dla dorastających ludzi. Pisane zabawnie, nieraz powodowały że nie mogłam się przestać śmiać, innym razem czytając musiałam przestać i oswoić się z nagłym zwrotem akcji. Wszystko przemyśleć i czasem (co mi nie wyszło w jednym przypadku) pogodzić się jakoś z losem bohaterów. Te wszystkie refleksje z książki na książkę utwierdzały mnie w przekonaniu, iż Green uczy myślenia. Uczy tego, co to miłość, przyjaźń, zaufanie. Pokazuje wartość każdego jednego dnia, chociaż "świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianianiem marzeń, tego, że "niektóre nieskończoności są większe "niż inne.  O śmierci, O wielkiej stracie, bólu powoli zabijającym od środka.

Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą.

W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie.

Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem.

W tych książkach nie ma mowy o normalnych nastolatkach. Jeden wkłada sobie do buzi niezapalone papierosy po to, by być w bezpośrednim kontakcie z środkiem zabijającym, jednak nie dać mu energii do zabijania. Drugi całe życie układa anagramy i nieustannie jest porzucany przez dziewczyny o imieniu Katherine. Kolejnego pasją jest zapamiętywanie ostatnich słow celebrytów. Margo, gdy tylko ma warunki ucieka i jedyny ślad po niej to wskazówki ukryte we wnętrzu drzwi. Nie ma mowy o młodych ludziach przeglądających całymi dniami Facebook'a.

I dlaczego kocham wszystkie papierowe perełki Johna Greena? Tak jak u góry napisałam skłaniają do myślenia. Mają piękne cytaty. Można utożsamiać się z bohaterami, czasami ma się wrażenie, że "to typowa ja!", "czuję to samo"! Są pełne głębokiego człowieczeństwa.
Rozbwią, zasmucą i nawet czegoś nauczą :)

Nie pozostanie nikt, kto by pamiętał Arystotelesa lub Kleopatrę, a co dopiero ciebie. Wszystko, co zrobiliśmy, zbudowaliśmy, napisaliśmy, wymyśliliśmy albo odkryliśmy, pójdzie w zapomnienie, a to - wykonałam szeroki gest - zupełnie straci sens. (...) Nie myśl o tym, że zapomnienie jest nieuniknione. Wierz mi, że wszyscy tak robią.

Kocham ją. Jestem takim szczęściarzem, że ją kocham, van Houten. Nie masz wpływu na to, że ktoś cię zrani na tym świecie, staruszku, ale masz coś do powiedzenia na temat tego, kim ta osoba będzie. Podoba mi się mój wybór. Mam nadzieję, że ona jest zadowolona ze swojego.

Jestem, Augustusie.
Jestem.

Koniecznie dajcie znać co wy o Johnie i jego dziełach uważacie!
Jeśli jesteście fanami- która  książka jest waszą ulubioną?
Dziękuję za przeczytanie, trzymajcie sie cieplutko :D
Roksana

czwartek, 21 stycznia 2016

Trochę o szkole

Teoretycznie do wczoraj w mojej szkole nauczyciele wystawiali oceny. W podstawówce miałam dobre oceny i zachowanie, a w gimnazjum? Tu leży problem. Nie są one złe. Wiem, że moi rodzice są zadowoleni, jednak jest jedna osoba, która wie, że mogłabym więcej i jest wręcz zła, że w tym półroczu wyszło jak wyszło. Ta osoba to ja.
Mam zły zwyczaj porównywania się do innych. Gdy raz poczuję, że jestem dobra lepszy wynik innej osoby burzy moją dumę. Zaczynam się zastanawiać jak ona to robi?, myślę sobie, że też tak chce i dochodzę do wniosku, że chyba nie umiem. Czuję się w zupełnie innym świecie niż ona. Tych gorszych. Uczucie beznadziejności miesza się z dumą i mam wrażenie, że robią sie ze mnie dwie Roksany.
Z jednej strony to fatalnie, powinnam skupiać się na pokonywaniu samej siebie, byciu z dnia na dzień coraz lepsza i nie zważać na to, że komuś idzie lepiej. Nie powinnam być zazdrosna (zazdrość to kolejna moja bardzo zła cecha, która przeszkadza mi w codziennym życiu) tylko porównywać się jedynie ze sobą wczoraj i doceniać postępy.
Z drugiej jednak strony to mnie motywuje. Gdybym czuła jedynie radość i dumę, beztrosko weszłabym w drugi semestr z myślą, że nie muszę nic poprawiać mogłabym zejść na psy. A tak mam motywację. Nie chcę pod koniec roku być wściekła na samą siebie, że zawaliłam matematykę. Chcę przykładać się więcej do nielubianych przeze mnie przedmiotów, być z nich lepsza. A w przedmiotach, które uwielbiam chciałabym coś osiągnąć. Wyjść z tłumu szarych.

Jest jednak jeszcze jedna "dołująca motywacja". Cały czas boję się, że kogoś zawiodę. Każda ocena, która nie jest szóstką powoduje przypływ strachu, że może ktoś liczył na więcej? Że po prostu zawiodłam. Nie ważne czy jest to mama, babcia czy nauczyciel, w sytuacji, gdy wiem, że stać mnie na więcej mam wrażenie, że inni myślą to samo. To moja motywacja nie tylko do nauki, ale i nawet wstania rano z łóżka. Chcę, aby ktoś był ze mnie dumny, chcę być kimś"

Dziękuję, Roksana :)


sobota, 16 stycznia 2016

Noc biologów

Uwielbiam biologię. Wczoraj miałam okazję przybywać wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach i razem w nimi przyswajać nowe informacje świetnie się przy tym bawiąc. Dzisiaj chciałabym podsumować ten dzień, zapraszam :)

Wyjazd poprzedzony był szkołą i wizytą w sklepie. O 13;45 zaczęła się nasza wycieczka i nie wiedzieliśmy wtedy jak bardzo ten dzień okaże się szalony!
Na miejsce- Wydział Biologi Uniwersytetu Gdańskiego- dojechaliśmy pociągiem i podróż minęła zaskakująco szybko! Była to też moja pierwsza przejżdzka PKM-ką i pomimo braku miejsc siedzących jestem zadowolona. Ogromnym plusem jest punktualnośc kolejki, kontakty pod siedzeniami oraz brak trzęsienia oraz podskoków, jechało sie wyjątkowo "gładko".

Byłam zauroczona samymi literami nad wejściem układającymi się w dumnie brzmiący "WYDZIAŁ BIOLOGI" a po przekroczeniu progu i ujrzeniu wszystkich stanowisk, szkieletów, samego wystroju z przwagą szkła, dekoracji na ścianach i ogromu budynku- byłam w niebie. Gdybym była w kreskówce, pewnie mojej postaci natychmiast powiększyły się świecące oczy, wyrosłyby skrzydła i latałabym z głową uniesioną do góry co miałoby symbolizować  mój zachwyt. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę były szkielety. Mam dziwny zwyczaj liczenia żeber... Wczorajszy rekord wyniósł aż 17 par. 

Po zwiedzeniu wszystkich pięter, przypadkowym  wejściu do niedostępnego dla zwiedzających pokoju ( nasza wizyta tam wywołała alarm, lecz po zamnieciu drzwi wszystko się uspokoiło a my wróciłyśmy do ogladania żółwi) kilkunastu przejażdzkach w windzie stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne i postanowiłyśmy zamówić pizzę. Ulotka z numerem pizzeri dostarczającej uczniom z naszej szkoły pizze rok temu zniknęła w przestrzeni czasowej, więc kontaktu szukaliśmy sami w internecie. Pierwszy numer- za daleko. Drugi- wszystko dobrze. Pozostało tylko czekać ok.45 minut i następnie cieszyć się pysznym smakiem w buzi, jednak coś nam przeszkodziło.

Zamek od drzwi w toalecie popsuł się akurat wtedy, gdy w środku byłam ja i przez 20 minut nie mogłam z niej wyjść. Na początku myślałam, że to żart ze strony koleżanek, że zmajstrowały coś z zamkiem od drugiej strony. Gdy dziewczyny poszły po opiekuna zrozumiałam, że nie mają z tym nic wspólnego. Nie wiedziałam czy płakać czy się śmiać.  Z jednej srony mnie to śmieszyło (z głosów za drzwiami wnioskuję, że nie tylko mnie) a druga, pesymistyczna ja cały czas przypominała, że właśnie zaczyna się pokaz o falach mózgowych  na który bardzo chciałam pójść oraz, że przecież czeka na nas pizza! Po przybyciu pana z obsługi z odpowiednim narzędziem zostałam uwolniona i w dużej przestrzeni w towarzystwie przyjaciół poczułam się lepiej...i od razu pobiegłam na pokaz.
 Spóźniona, lecz zadowolona usiadłam i zamieniłam się w słuch. Prowadzący mówił niesamowicie ciekawie, nie mogłam się doczekać kolejnego zdania. Po skończeniu części teoretycznej 2 osoby zostały podłączone a my oglądaliśmy ich fale mózgowe. Zmiana na skutek zaciśnięcia przez badanego szczęki zrobiła na mnie największe wrażenie! Wręcz przykro mi się zrobiło, gdy musieliśmy opuścić salę. 
Wtedy doszły do mnie kolejne informacje, tym razem na temat pizzy. Cóż, według pizzeri w Gdańsku nie ma wydziału biologi, przykre haha :D I numer z którego dzwoniliśmy jest błędny. Jak to możliwe? Oto jest pytanie. W efekcie pizzy nie było. 

Jendak wycieczka udana! Z przygodami, że tak to ujmę :D
Byliście kiedyś na czymś takim? Dajcie znać w komentarzach!

Roksana


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Snow changes?

Jak byłam mała lubiłam śnieg, chociaż zima nie była moją ulubioną porą roku. Czekałam cały rok, aby zobaczyć za oknem biały puch. Lubiłam siedzieć na biurku umiejscowionym przy oknie, podwinąć firany i patrzeć jak z nieba spada biały,  pokruszony styropian i jakby zwiedzał okolicę lata gdzie popadnie tworząc przy tym piękne wrażennie śnieżnego huraganu. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Tak samo również jak i kiedyś aktualnie wolę lato od zimy. Jednak...dużo uległo zmianie.

We wcześniejszych latach gdy spadał pierwszy śnieg szłam go dotknąć, poczuć mrowienie zimna na opuszkach palców. Poczuć mróz w nozdrzach podczas głębokiego oddechu i czuć grudniową porę roku. Gdy napadało więcej to wyciągałam siostrę, nakładałam stare, ciepłe spodnie, starą kurtkę, pod pachę brałam jabłuszko i ciągnełam za sobą sanki kierując się w stronę ulubionej górki. Po drodze pod zniszczonymi butami czułam skrzypiący śnieg i każdy krok powodował u mnie radość, uwielbiałam dźwięk śniegu. Gdy nasza krótka podróż dobiegła końca biegłam ze "sprzętem" na górę nie czując zmęczenia. Gdy zjeżdzałam czułam się wolna. Uwielbiałam tworzyć z siostrą różne kombinacje sanek i jabłek. Gdy zjezdzanie w pozycji siedzącej robiło się nudne, zaczęliśmy się turlać. Zawsze było nas dużo i zawsze dochodził ktoś nowy, cudowne było to, że nikt nie czuł skrępowania, zjeżdzali wszyscy ze wszystkimi.
Gdy wracałyśmy do domu, mróz dopiero teraz zaczął doskwierać, przy porównaniu temperatury domowej z zewnętrzną. Wtedy po zdjęciu mokrych butów, połozeniu ich na kaloryfer piłyśmy gorące kakao na rozgrzewkę. Kiedyś potrafiłam się cieszyć z zimy.

A teraz?

Powiem szczerze- nienawidzę zimy, a śnieg mnie obrzydza. Nasza zima niczym nie przypomina "polskiej zimy" z internetu.
Wstaję o godzinie 7:00 za oknem panują egipskie ciemności i na dodatek po wyjściu spod kołdry czuję zimno na nogach i rękach. Zanim zamknę za sobą drzwi muszę ubrać buty, kutrkę, szalik, czapkę i rękawiczki co w efekcie zabiera mi dużo czasu i z niewiadomych powodów irytują mnie te czynności.  Po drodze do szkoły czuję zimno, jednak po dojściu do celu czuję gorąc od kaloryferów. Magia zimy. W szatni kolejne spotkanie z ubraniem wierzchnym i dodatkami. Wychodzę ze szkoły ok. 15 i widzę zachód słońca. Nie ma jak zrobić zdjęc, nie ma jak pójść na spacer (dodatkową przeszkodą jest temperatura). Cały dzień stracony. W domu obiad, lekcje, blog, ćwiczenia,książki,  kąpiel i dobranoc.
.
Wracając do śniegu-teraz jest dla mnie jedną, wielką, chlapą, która moczy buty, powoduje dyskomfort podczas chodzenia i przez który często ląduję na ziemi.
Czy śnieg się zmienił? Czy to kwestia zmian klimatycznych? Czy kiedyś śnieg był milszy?
Cóż...nie.
Ja zdaję sobie sprawę, że wszystko siedzi w mojej głowie, jednak jak bardzo chciałabym
 polubić biały puch, nie mogę. Od paru zim nie widziałam pozytywów i teraz ich nie dostrzegam. Cóż, trudno.
Pozostaje mi siedzieć w domu, pod kocem, z herbatą i książką.
Milej zimy kochani!

Roksana :)

piątek, 8 stycznia 2016

Co czytać? Moje ulubione książki #styczeń

Hej, hej! Witam Was w niewzykle pozytywnym poście, który na pewno przypadnie do gustu molom książkowym. Dzisiaj pokażę Wam moje ulubione pozycje z biblioteczki rozpoczynając tym samym absolutnie nieregularną serię "co czytać?" gdzie będę pokazywała lektury warte przeczytania :)
Na pierwszy ogień lecą moje ulubione i  niestety niezbyt ogrinalne, lekko oklepane, ale gwarantuje- cudowne i wartościowe. To co? Lecimy!

1. Seria Igrzyska Śmierci
Kiedyś powstał post o moim stosunku do  tej serii, więc nie trudnym zadaniem zgadnąć dlaczego akurat trylogia Suzanne Collons pojawiła się jako pierwsza. Dużo mnie nauczyła, wyjątkowo dużo. Przede wszystkim walczenia w obronie tego, co słuszne. Tego, że niesprawiedliwość i zło trzeba zwalczać. Również mocy człowieka, w końcu to jedna dziewczyna wyciągając garść owoców rozpętała olbrzymią burzę i zrewolucjonizowała świat! Jest też o prawdziwej przyjaźni, miłości do rodziny i nie tylko. Uczy, że nie warto się poddawać. Ta seria ma tak dużo wartości w sobie, powinna zostać lekturą szkolną :)

2. Seria Niezgodna, czyli druga 3-tomowa perełka.Veronica Roth podbiła historią Tris i Cztery serca czytelników na całym świecie i na prawdę nie ma się co dziwić! Książki z pomysłem, z akcją, złożone ale układające się w logiczną całość, czyli takie, jakie kocham najbardziej. Historia Beatrice pokazuje, że nie ważne kim  jesteś, jesteś ważny i zawsze walcz o rodzinę i ludzi, których kochasz. Jest napisane o odwadze do małych-wielkich czynów, o wyborach i konsekwencjach, o walce z własnymi lękami. Nie są to książki do przeczytania i zapomnienia, one zostają w głowie wraz z przekazem, który niosą,

3. Gwiazd naszych wina Johna Greena
Nie trzeba przedstawiać, nie spotkałam jeszcze osoby która nie zna histori Hazel i Gusa, jednak większość zauroczona jest filmem i nie ciągnie ich do wejścia w życie bohaterów od kuchni i poznania losów bohaterów na papierze. A dlaczego dzieło Greena zdobyło taką popularność? Banalna historia napisana w niebanalny sposób. Mam teraz wątpliwości, czy pisać o zakończeniu, bo bez wątpienia będzie to spojler a może jednak znajdzie się osoba, która w świat tej histori dopiero zamierza wejść. Powstrzymam się więc i napiszę jedno- niespodzianka. Spodziewałam się zupełnie innego zakończenia ( dajcie znać czy nie tylko ja ;) ) i to zdarzenie, takie nagłe było dla chyba jeszcze gorszym złem, jednak jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej dającej do myślenia książce zapraszam do sięgnięcia po lekturę bądź film. Choć książka lepsza.

4. Ostatnia gwiazda dzisiejszego wieczoru, również Johna Greena Szukając Alaski.
Mniej popularna, a szkoda, bo równie  genialna i mądra jak przełomowe Gwiazd naszych wina. Tym razem losy Milesa i Alaski dają nam do myślenia na temat wartości każdego, jednego dnia. Ze stron możemy zdać sobie sprawę, że każdy dzień, gdy budzimy się cali i zdrowi jest cudem i darem od Boga. Porusza sie kwestie pierwszej miłości, śmierci, straty i prawdziwej przyjaźni. Idealnie pokazuje dojrzewanie i przejście do dorosłego życia. .Banalne było by stwierdzenie, że zmusza do myślenia , bo "Szukając Alaski" to jedne wielkie studium myśli i pragnień.

Tak oto kończę posta, mam nadzieję, że zachęciłam do przeczytania książek ( o ile jeszcze ich nie pochłoneliście ;)) i zapraszam do komentowania! Z chęcią poczytam o waszych ulubionych lekturach, więc koniecznie podajcie swoich faworytów w komentarzu! Dziękuję za wszystkie obserwację i wyświetlenia. Do zobaczenia! :)
Roksana



wtorek, 5 stycznia 2016

Nominacja do LBA!

Hej kochani! :D
Z radością informuję Was, że zostałam przez Mateusza z http://kartkastrony.blogspot.com/ nominawana do LBA! Dziękuję bardzo!
A co to właściwie jest?  Posłużę się gotowym już tesktem, ponieważ określa wszystko najlepiej jak sie da, oto on:
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował".



A więc bez zbędnego przedłużania przejdzmy do pytań! 
  
                                            Skąd pomysł na nazwę twojego bloga?
Nazwa, time to be alive jest cytatem z piosenki "do or die" zespołu 30 seconds to mars, jednak widniejący na szczycie strony nad moim zdjęciem (^^^^) znaczy również coś więcej, jest powodem mojego dołączenia do blogosfery, chciałam poczuć, że robię coś więcej, rozwijać pasję do pisania i być "żywą" rownież w internecie, mieć swoje miejsce :)
Kto jest  twoim aktualnym idolem i za co go cenisz?
Moim idolemi jest trójka osób, 30 seconds to  mars. Jared Leto, Shannon Leto i Tomo Milicevic,Za co? Bo pokazali, że m o ż n a. Że marzenia się m o g ą spełnić. Jared ze swoim starszym bratem Shannonem dorastali w niedostatku, ich mama nie miała ukończonych  nawet 18 lat, gdy na świat przyszedł starszy Leto, ojciec ich porzucił. Nie mieli nic. A teraz?  Na koncie 4 płyty, a 5 się "robi", rekord Guinessa za najdłuższą trasę koncertową i niezliczoną liczbę osób, które ich wspierają i kochają, nazywają się oni Echelonem <3
Cały czas pokazują swoją kreatywność, kawałek Up in the air został wsytrzelony w kosmos! Jared udziela się na portalach społecznościowych i ma świetny kontakt z Echelonem, który występuje w ich teledyskach.

  Co odpycha cie w ludziach?

Najważniejszą rzeczą jest kłamstwo,  nienawidzę fałszywych ludzi, gdy każda informacja na ich temat jest nieprawdą i właściwie mamy pewnosć, że wszystko co mówią i piszą nam na bieżąco jest fałszem. Zdarzają się nawet ekzemplarze, którym nie wierzy się w odpowiedz na pytanie "co robisz?"
Kolejna rzecz to "szara masa", czyli ludzie, których jedynym zainteresowaniem jest facebook, Którzy nie mają własnego lubianego gatunku muzycznego, słuchają wyłącznie tego, co modne, ta sama sytuacja z ubraniami "podoba mi się to, ale jest nie na czasie".  Ehh...

Bez czego/kogo nie wyobrażasz sobie życia?
Zdecydowanie bez rodziny i przyjaciół. Jak mogłabym normalnie funkcjonować bez mamy? Babci? Karoliny? Ani? Sam obraz tej sytuacji w głowie wywołuje u mnie niepokój.

Jaki smak współgra z twoim charakterem?
Trudne pytanie, trudne. Stawiałabym jednak na słodki. Jestem zazwyczaj miła, i  niestety nie potrafię odmówić  wielu osobom potrzebującym mojej pomocy, nawet jeśli mi to nie na rękę :/

Jakie było najbardziej oryginalne danie, które udało ci się kiedyś zjeść?
Kolejne trudne pytanie, jednak na to nie jestem w stanie odpowiedzieć, ponieważ nie jadłam żadnych ciekawych potraw. Nie lubię nowych smaków, próbuję jednak nic mi nie smakuje. Trudno, mi to nie przeszkadza haha :D

Co skłoniło cie do założenia bloga?

Jak napisałam wcześniej, chcę mieć swoje własne miejsce w internecie, gdzie mogę pisać co chcę, wstawiać  zdjęcia i rozwijać swoje zainteresowania.

Masz możliwość zadania jednego pytania, jednej znanej osobie. Kto to by był i jak brzmiałoby pytanie?
Byłaby to Suzanne Collins i pytanie- po prostu o samopoczucie ;) Poza tym chciałabym jej bardzo podziękować za jej dzieła literackie, za to, że uświadomiła mi jak waże są niektóre wartości i że warto walczyć w obronie tego, co słuszne.

Czy kiedykolwiek spełniło się jakieś twoje marzenie?
Oczywiście, jednym z nich jest koncert Marsów, innym po prostu to, że mogę robić to, co kocham. 

Czy jest piosena, która przypomina ci konkretne wydarzenie lub osobę?
Justin Timberlake "Mirrows" przypomina mi o wakacjach na wsi, na Świątkach. Graliśmy przy "lustrach" w gumę, miłe, choć dalekie wspomnienia :)
                                     Pytanie, które zawsze sprawiają ci ogromną trudność?
O  szkołę. Lubię się uczyć (naprawdę) i mam dobre oceny, jednak robie to dla siebie i ewentualnie dla mamy, żeby była dumna. Dla nikogo innego i nie lubię się chwalić. Tak samo jest z pytaniami "o fajny telefon, ile kosztował?" nienawidzę pytań o cenę bo jak już wspomniałam nie lubię się czymś chwalić i nie wiem po co komu takie informacje, mogą sprawdzić je w internecie.


        I naginając zasady niestety nie nominuję nikogo, z prostej przyczyny- wszystkie moje ulubione, mało rozwinięte blogi nominację już dostały :)



Dziękuję :)
Roksana