czwartek, 4 lutego 2016

Koncert Imagine Dragons+LemON

Wczoraj spełniłam swoje kolejne marzenie (właściwie to dwa, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że trzy). Nadal nie wierzę, że tam byłam, że to naprawde się działo. A działo się dużo, więc zapraszam :)

Obudziłam się w miarę wcześnie i miałam wrażenie, że przez  narastające we mnie  szczęście  zaraz eksploduję. Chciałam wstać i zacząć ten tak wspaniale zapowiadający się dzień, jednak, jak to ja, zaczęłam się obawiać.  Co jak coś pójdzie nie tak? Nie chciałam, aby całe szczęście, wszystko na co tak długo czekałam pękło jak bańka mydlana w jednej chwili. Jednak myliłam się. Częściowo.

Podróż do Łodzi minęła bardzo przyjemnie i bez żadnych komplikacji. Co zabawne na autostradzie towarzył nam ciągle ten sam Fiat Panda prowadzony przez parę sympatycznych staruszków. Mrugaliśmy sobie światłami, machaliśmy, a nawet spotkaliśmy się  (bez umawiania!) na tej samej stacji benzynowej!

Bez wątpienia ciekawiej zrobiło  się po dojechaniu na miejsce. Łódź na wielu jest brzydkim miastem. Dla mnie ma w sobie ten klimat, i dlatego ją uwielbiam. Po wizycie w Manufakturze, po obiedzie, nastał czas na najważniejszą atrakcję dnia. Na coś, na co czekałam od paru miesięcy. Na koncert. Jedziemy pod Atlas Arenę.

Najpierw wystąpił LemON. Kocham ten zespół, nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zanuciłam sobie w głowie "Napraw", ale  na pewno było to pare lat temu i do dzisiaj regularnie podśpiewuję tę piosenkę, jak i oczywiście inne. Gdy zobaczyłam Igora na scenie łzy napłynęły mi do oczu. Teksty LemONa dla mnie są doskonałe. Lubię je analizować i myśleć, co w głowie miał artysta pisząc słowa i melodię. Nigdy nie uwierzę, że są przypadkowe. Głęboko wierzę, że każda piosenka ma w sobie historię i kawałek artysty. Na dodatek głos Igora jest taki specyficzny, na żywo powoduje ciarki i ma w sobie ogromną potęgę, Jednak nie on był gwiazdą wieczoru.

Imagine Dragons, Imagine Dragons, Imagine Dragons! Do teraz nie wierzę, że ich widziałam. Że słyszałam ich głosy, że widziałam solówkę Wayne'a na gitarze, że śpiewałam z nimi!  Nienawidzę opisywać koncertów, ponieważ nie umiem tych emocji ubrać w słowa. Jest to cos niesamowitego. Ekscytacja, radość pomieszana z niedowierzaniem. Wręcz dziwne jest zobaczyć swoich idoli i przekonać się, że oni też oddychają, chodzą, piją i po prostu są jak my. Zwykli ludzie o niezwykłym talencie. Traktujemy ich niekiedy jak bogów, jak coś innego, z wyższej półki i na koncertach możemy właśnie zobaczyć, że człowiek to człowiek. Fakt, grupa właśnie była na światowej trasie, ale Dan też musiał się napić. Widać było krople potu na czole Daniela. I to było bardzo dziwne, zobaczyć prawdziwe oblicze artystów, którzy na teledyskach wygladają idealnie. Dziwne, ale wspaniałe.
Przez pierwsze piosenki skakałam, śpiewałam i czułam się jak w niebie. Jednak byłam tak zmęczona, że postanowiłam odpocząć. Na tej piosence nie miałam skakać, jednak gdy usłyszałam początek "Bleeding out" ponownie się rozpłakałam. Moja piosenka, którą uwielbiam i na żadnym koncercie, jaki oglądałam w internecie nie śpiewali całości. Nawet Dan potwierdził, że jesteśmy jedynym krajem, który to usłyszał. Byłam tak wzruszona i szczęśliwa!
A przy następnych piosenkach zauważyłam u siebie zmęczenie większe niż przedtem. Myślałam, że to normalne, jednak w pewnym momencie rozejrzałam się. Dlaczego wszyscy skaczą i śpiewają bardzo głośno a ja nie mam siły klaskać? A później zrobiło mi się trochę słabo i wyszłam z ciasnego tłumu. Na szczęście była to przedostatnia piosenka, niestety jedna z moich ulubionych i było mi szkoda, jednak moje samopoczucie było wtedy ważniejsze. Poszłam z mamą po wodę i wróciłam, aby, już z góry obejrzeć ostatnią piosenkę. Byłam zła na siebie, że musiałam wyjść, jednocześnie szczęśliwa, że miałam okazję tu być, jednak najsilniejszym uczuciem był smutek, że już po wszystkim. Nie chciałam wracać i słuchać Imagine Dragons na Spotify, bo nie można nawet porównywać tego z koncertem. Mój smutek pogłebiał fakt, iż był to ostatni koncert w tym roku, chyba, że będzie on w Trójmieście, w co szczerze wątpie. Jednak czy nadzieja przypadkiem nie umiera ostatnia? Więc liczę na to, że jeszcze doświadczę tych wszystkich emocji i wrażen w 2016.

Dziękuję za przeczytanie! :)
Dajcie znać, jak wy przeżywacie koncerty i na jakich mielisćie okazje być :D

Roksana


9 komentarzy:

  1. ale fajnie było na pewno ;)

    zapraszam
    mój blog |KLIK|

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach musiało być wspaniale! Super, że spełniasz swoje marzenia, zazdroszczę.
    Pozdrawiam ciepło (:
    calkiemzwyczajnadziewczyna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale super ze bylas na ich koncercie! Dokladnie wiem jak sie czujesz! Czulam dokladnie to samo po koncercie mojego ulubionego zespolu One Direction! Do dzis nie moge uwierzyc ze to sie stalo. Mam nadzieje ze jeszcze wiele razy ich zobaczysz i bedziesz spelniac swoje marzenie caly czas <3

    http://veronicas-veronicass.blogspot.no/

    OdpowiedzUsuń
  5. lemon <3
    http://16lipca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Super blog ! ♥
    Może obs za obs? :D

    http://ollcia-ola.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. o jaaaa, zazdroszczę :) chętnie wybrałabym się na Imagine Dragons. Emocje związane z koncertami są niesamowite. Ja miałam okazję uczestniczyć już w wielu koncertach, m.in. Metallica x5, Alice In Chains x2, Megadeatg, Acid Drinkers (oooo mnóstwo razy), Woodstocki i inne takie, Tori Amos, Pearl Jam, Linkin Park - no wiele, wiele. Mam nawet antyramę z biletami :) Teraz... wbrew pozorom, planuję koncert Justina w PL :D pozdrawiam!
    http://marczi-m.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. haha urocza ta historia z parą staruszków w samochodzie ;3
    kocham podróżować ! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę!:D

    http://xxlifeisbeautifulx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń