czwartek, 31 marca 2016

Pierwszy konkakt

Wyobraż sobie, że chcesz nawiązać nową znajomość. Umówiłeś się na spotkanie z osobą, której nie znasz (oczywiście tak sie nie robi!). Przybywasz do ustalonego miejsca i po 5 minutach czekania widzisz nadchodzącą sylwetkę zmierzającą w twoim kierunku. Pierwszy raz masz przed sobą zupełnie obcą osobę. Na co zwrócisz uwagę?

Tak, dzisiaj chciałabym zastanowić się, na co zwracamy uwagę przy pierwszym kontakcie z drugim człowiekiem, więc nie przedłużając; na co ja ją zwracam?

1.Wygląd
Większość ludzi jest wzrokowcami, osoba swoim wyglądem potrafi przykłuć swoją uwagę albo odrzucić. Wszędzie ludzie ostrzegają, by nie oceniać po wyglądzie, ale niektóre aspekty są ważne i mówią o charakterze. Liczy się wnętrze, ale zewnętrze może pokazać, na jakie rzeczy osoba skupia uwagę. Ja pozytywnie odbieram zadbane osoby, schludnie ubrane i estetycznie wyglądające. W takich sytuacjach nie chodzi o urodę, bo zadbany człowiek to piękny człowiek. A największą ślicznotkę potrafią zepsuć nieobcięte paznokcie czy nieuczesane włosy. Nie mówiąc o tonie makijażu na twarzy, to również nie wygląda dobrze, zwłaszcza dla minimalistów, jak ja. Piękno leży w prostocie i naturalności ;)
Za to na podstawie ubrań, obuwia czy dodatków człowieka osądzać nie można. Nic nie świadczy o charakterze tak, jak rozmowa z nim. Przykłady podane powyżej też nie są najważniejsze, po prostu ma to jakieś znaczenie u większości, ale różne rzeczy się zdarzają. Osobę można wstępnie, dla siebie, w głowie ocenić, ale zdecydowanie nie przekreślać! Przed rozmową, oficjalnie każdy jest równy.

2.Słownictwo
Nienawidzę, gdy nowo poznana bądź jeszcze nie bliska osoba zaczyna przy  mnie przeklinać. Nie będę się wypowiadać na temat wulgaryzmów wypowiadanych dla żartu w towarzystwie przyjaciół, ale przy nawiązywaniu znajomości, przedstawiania swojej osoby, warto się ładnie wyrażać.
Teraz w grę wchodzi również zasób słownictwa oraz poprawność językowa. To również nie świadczy bardzo o człowieku, jednak mnie drażni, gdy osoba kaleczy nasz piękny język, który uwielbiam. A bogate słownictwo w mojej ocenie, już na starcie dodaje kilka punktów.

3. Maniery
Załóżmy, że idziemy z tą osobą do restauracji. W przypadku, gdy jest to płeć męska (a my żenska, oczywiście) miłoby było, gdyby odsunęła dla nas krzesło, powiesiła płaszcz na wieszaku. Podczas jedzenia nie pobrudziłaby sobie obszernie okolic ust, nie wspominając o bekaniu i nnych tego typu ohydnych czynnościach. Nie mówiła z pełną buzią. Podczas rozmowy używała "magicznych słów". Była miła dla personelu, nie robiła afer o to, że schabowy był niedobry.

4.Wiedza
Ostatnim, o czym dzisiaj chciałabym napisać jest wiedza naszego rozmówcy. Człowiek to nie encyklopedia, nie musi wiedzieć wszystkiego, ale zawsze punktuje, gdy ma o czymś jakieś pojęcie. Ja zawsze ceniłam sobie osoby wykształcone, dbałam o to, żeby mieć coś w głowie, staram się w szkole i wiem, że jak sie chce, to można. Więc gdybym spotkała osobę powtarzającą 3 rok tę samą klase, cóż...patrzyłabym na nią pod nieco innym kątem, jednak ciągle w głowie.
W przypadku, gdy chcemy porozmawiać na jakiś temat, a nasz rozmówca nie ma zbyt dużej wiedzy na ten temat, pamiętajmy, by dać mu szansę! Może sie jeszcze wykazać w innej tematyce ;)
 Jeszcze raz sie powtórzę, kluczowa jest rozmowa i nawet, jeśli pierwszy raz osoba nie zrobi wrażenia, wszystko można naprawić! Dzisiaj jednak nie o dalszych znajomościach, a o tych pierwszych.


A wy? Na co zwracacie uwagę przy poznawaniu nowych osób? Czekam na komentarze! :)
Dziękuję, Roksana :)

poniedziałek, 28 marca 2016

Tahereh Mafi "Dotyk Julii"


Codziennie dotykamy mnóstwo przedmiotów. Na prawdę, ta liczba jest oszałamiająca. Moje palce dotykają teraz klawiatury, ale nie są jedyną zaangażowaną w dotyk częścią ciała. Siedzę na krześle, mój łokieć opiera się o biurko, nawet na moim nosie są okulary. "Ciała obce" otaczają nas z każdej strony. Trochę jak ludzie. Codziennie przytulamy bliskie nam osoby, przybijamy piątki ze znajomymi, ściskamy dłonie na przywitanie. Czasem nawet przypadkowo muśniemy  ramieniem obcą osobę w kolejce w sklepie. Nie mówiąc o sytuacjach, gdzie ludzi jak mrówek, np.koncerty. Nie wyobrażamy sobie życia bez konktaktu skóra-skóra z drugim człowiekiem. A co jakby ten kontakt...zabijał?

Tytułowa Julia została przeklęta  ma dar. Jej dotyk powoduje ogromne cierpienie, a na końcu po prostu zabija. Od czasu przykrego incydentu z dzieciństwa Julia unika ludzi. Na pierwszej stronie, gdy poznajemy bohaterkę mija 265 dzień odkąd została zamknięta i kompletnie odizolowana od społeczeństwa, które nie wygląda jak nasze za oknem. Zniszczony technologią, przemysłem świat, gdzie niebo od dawna nie widziało ptaka. Bezwględni i okrutni przywódcy Komitetu Odnowy pragną wykorzystać Julię do swych niecnych zamiarów. W końcu nie na codzień spotyka się osobę, która nie potrzebuje broni, by odebrać życie. Ona jednak pierwszy raz w życiu się buntuje, ponieważ u jej boku staje ktoś, kogo kocha.

W książce ja najbardziej pokochałam opisy uczuć. Tehereh Mafi jest w tym mistrzynią, wszystko, co siedziało w głowie głównej bohaterki zostało przelane na papier w najlepszej i najdokładniejszej formie, co znacznie ułatwiło utożsamienie się z Julią.

Dodatkowo muszę wspomnieć o okładce, ponieważ, sami przyznajcie, jest przepiękna. Cała oprawa graficzna jest świetna, bardzo podoba mi się przekreślanie niektórych zdań.

Reasumując, książka podobała mi się bardzo. Na tyle, by zakupić kolejne części (sekret i dar Julii powinny przybyć do mnie już w czwartek). I szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać!

Dziękuję za przeczytanie, jeśli czytaliście tę serię, dajcie znać w komentarzach! :) (jeśli nie, oczywiście też możecie dodać komentarz haha)
Mam nadzieję, że miło spędziliście ze mną czas, do następnego posta, pa!

Pst! Może niektórzy zauważyli, że zdjęcia są dużo lepszej jakości, to wszystko za sprawą nowego aparatu, z którego niewyobrażalnie się cieszę! Muszę wspomnieć, że zdjęcia może jeszcze nie są najlepsze, ale dopiero poznaję mój sprzęt a on dopiero poznaje mnie, w następnych postach będzie lepiej ;)

sobota, 26 marca 2016

Wszystko, nic i wielkanoc

Najgorszy moment w życiu każdego blogera to okres bez weny oraz jakiejkolwiek chęci do pisania. W moim przypadku choroba wyssała ze mnie całe natchnienie i od długiego czasu nie pojawił się żaden nowy wpis. Nawet nie zrobiłam żadnego ładnego zdjęcia, więc lekko zaniedbałam sprawę.
Z pomocą przybyła mi niezastąpiona i kochana Karolina (serdecznie zapraszam na jej bloga!), która swoimi słowami tak mnie nakręciła do powrótu, że siedzę teraz i piszę.

I  powiem Wam, że czuję się niezwykle swobodnie układając te zdania. Znacie uczucie, gdy po podróży wracacie do domu, zaparzacie ulubioną herbatę, siadacie w salonie (w łóżku, przy stole, jak kto woli) i czujecie szczęscie? Dopiero wtedy zdajecie sobie sprawę jak tęskniliście? Właśnie tak teraz się czuję. Jak w swoim własnym internetowym domu.


Jeszcze jedno, ważne stwierdzenie mnie dopadło. A mianowicie mam okropne wrażenie, że ciągle stoję w miejscu. Chcę to zmienić. Nadszedł ten dzień, wprowadzam  na bloga systematyczność! Mam lekkie obawy publikując to postanowienie, bo już sie z niego nie wycofam tak łatwo (są osoby, które wiem, że mi nie odpuszczą i za to kocham ich całym sercem). Wracając do tematu: posty 2 razy w tygodniu: poniedziałki i czwartki. Trzymajcie kciuki!
Mam również w planach wprowadzić dużo więcej książek na bloga, więcej recenzji. Dlaczego? Od początk przygody z blogowaniem zależy mi, aby to miejsce było odzwierciedleniem mnie, a książki pełnią w moim życiu duuużą rolę i nie wyobrażam sobie swojej osoby bez tych z pozoru zwykłych kartek papieru.


Ostatni temat, który chciałabym dziś poruszyć to oczywiście Święta Wielkanocne!
Mi się te święta kojarzą z szukaniem słodyczy w lesie lub ogródku. Nigdy nie zapomnę świąt, gdy miałam około 8 lat i pojechałam z tatą do lasu. Do dzisiaj nie wiem jak, ale wszędzie były już czekoladki! Ułożone na pieńku  w szeregu okrągłe cukierki czekoladowe, zwisające z gałęzi jajka, pod krzakami inne łakocie. Jak byłam wtedy szczęśliwa! Byłam nawet pewna, że widziałam króliczka na drzewie! Wmawiałam wszystkim, że to na pewno był on haha! Dzieliłam się moimi obserwacjami  z koleżanką, która mówiła, że ona widziała króliczka u niej w kuchni podczas wielkanocnego śniadania. Nasza wyobraźna do dzisiaj mnie zachwyca. Smutna prawda to fakt, iż wraz z końcem wiary w wielkanocnego dawcę prezentów skończyła się również magia świąt. Do czasu. Chyba musiałam dojrzeć, by na nowo cieszyć się Wielkanocą. Teraz z ekscytacją czekam na jutrzejsze śniadanie. Na czas spędzony z rodziną. Na śmiechy przy stole, żarty opowiadane przez braci, minę wyrażającą lekką irytację u babci. Na zachwyty jedzeniem. Na moje krokiety! Na zapach babcinego ciasta. I nie, na prawdę NIE CZEKAM na prezenty.


Mam nadzieję, że u Was koszyczki poświęcone, babka upieczona i wszystko inne gotowe na Święta! Spędźcie je w rodzinnym gronie, najeździe sie dobrze śniadaniem, nacieszcie się chwilami, które są tylko raz w roku i to na wyciągnięcie ręki, więc nie bójcie się sięgnąć tej atmosfery.
Mokrego Dyngusa, i nie przejmujcie się późniejszym sprzątaniem, w końcu (powtarzam się) raz w roku można zaszaleć!

Post dość chaotyczny, ale moja głowa pełna wszystkiego musi trochę myśli oddać klawiaturze. Mam nadzieję, że miło Wam się czytało. Zapraszam do komentowania, obserwacji a przede wszystkim do czytania!
Dziękuje, pa <3
Roksana

czwartek, 17 marca 2016

Wspomnienia

Ludzie będąc na wakacjach pierwsze co, to lecą do sklepików i kupują tony pamiątek. A mnie zastanawia jedno: po co?


Bez wątpienia pamiątki są ładne i ludzie kupują je w celach dekoracyjnych, ale czy tylko? Czy patrząc na pamiątkę do głowy wpadają nam wszystkie wspomnienia i od razu czujemy się jak w danym miejscu? Może tak, każdy zaprasza do swojej głowy obrazy w inny sposób. I nie będzie w tym poście o sposobie wywoływania ich, a właśnie o nich, obrazach miłych chwil w naszych głowach, według Wikipedii po prostu  pamięć o przeszłości, czyli wspomnienia.

Są one częścią człowieka, tak jak rzeczy materialne ulegają zniszczeniu, tak wspomnień nie da sie stłuc, spalić czy złamać. Czy do dobrze? Cóż, tajemnicą nie jest to, że złe rzeczy się przytrafiają i nikt nie chce do nich wracać. Pomimo, iż błędy uczą nie znam osoby, która lubi to uczucie wstydu i zażenowania, gdy wieczorem zasypiając przypominają się wszystkie, najgorsze momenty z naszego życia. Wredny mózg ciągle przyponina- a pamiętasz, gdy...? Albo to, kiedy...? Oh, nienawidzę tego jak wszyscy! Czasem chcemy zapomnieć.


Dla odmiany o miłych chwilach w których przepełnieni byliśmy szczęściem chcemy pamiętać i zawsze móc wrócić do tego dnia, poczuć się tak, jak we wspomnieniach. Spoglądając na zdjęcie, figurkę, będąc ponownie z tym samym miejscu czy nawet bez żadnego powodu możemy przenieść się całkowicie do przeszłości, poczuć słodki zapach, w głowie rozbrzmiewają znajome głosy, a przede wszystkim śmiech. W głowie obraz uśmiechniętych od ucha do ucha przyjaciół siedzących na krawężniku, powiew wiatru, czarne niebo i gwiazdy. To tylko jedno z biblioteki wspomnień. A jazda na rolkach w skateparku przez całe wakacje z wyjątkową osobą? Upadki, ból powodujący szczęście. Żar lejący się z nieba, słońce opalające buzie, odpoczynek na ławkach, napisy na coca-coli. A wyjazdy? Wspomnienia potężnego oceanu, wyczerpującego gorąca, czytania na leżaku, wyścigów w pływaniu w hotelowym basenie. Wszystkie języki pomieszane w restauracji, pyszne jedzenie.

Tak, teraz jestem pewna- wspomnienia nigdy nie umrą.


Dziękuję za przeczytanie! :) 
W komentarzu dajcie znać, co wy uważacie na ten temat!
Do następnego posta, papa <3

poniedziałek, 14 marca 2016

Q&A- częśc druga

Hej, hej! Dzisiaj przybywam (z dalekich zaświatów...) z drugą częścią Q&A! :D
Nauka w ostatnim czasie znów uderza z dużą siłą i cieżko znaleźć czas na blogowanie. Nawet mam ogromny problem z czytaniem, jestem w trakcie grubej książki pisanej maleńkim druczkiem i chcę ją skończyć, jednak czas wszystko psuje, eh.

Nie jednak o moich "problemach" miał być post!  Przechodzimy do pytań.

1.Ranny ptaszek czy śpioch?

Z moim snem jest zabawnie, jestem zupełnym przeciwieństwem zdecydowanej większości ludzi w moim wieku. Ja kładę się ok.23 i bez problemu wstaję o 7 i dobrze mi z tym. W weekendy wstaję za to około 8. Więc raczej ranny ptaszek :)

2. Gdzie chciałabyś polecieć?

Moim wielkim celem jest Tajlandia, jednak oczywiście nie jedynym. Londyn, Nowy York, Francja, Włochy- o taak!


3.O czym marzysz?

Marzę o tym, aby za parenaście  lat znaleźć się w domu, w pięknej dzielnicy, za granicą, z kochającą osobą u boku, być ustabilizowana finansowo na ścieżce do wymarzonej kariery i móc z radością wspominać wszystko, co już było. I oczywiście odznaczać już na mapie odwiedzone miejsca, aż wszystko zakryte będzie haczykami symbolizującymi to, że świat już jest w 100% mój.

4. Twoje ulubione słodycze to...
Czekolada królową słodyczy! Kocham ją prawie ze wszystkim, jak i zwyklą, mleczną. Biała to moje uzależnienie, a karmelowa z orzeszkami? Ah, lepiej nie opisywać, bo zaraz polecę do sklepu haha :D
A staram się jednak ograniczać (co wychodzi mi dość słabo, jednak w ostatnich dniach wyjątkowo dobrze, brawo ja!)

Myślę, że na dzisiaj to wszystko :)
Mam nadzieję, że widzimy się już niedługo!
Zapraszam do obserwacji i komentarzy!
Papa <3
Roksana

poniedziałek, 7 marca 2016

Kubuś Puchatek

Nie wiem, czy tylko ja jestem dziwna i darzę niektóre książki dla dzieci wielką miłością (oprócz bohatera dzisiejszego posta, w moim sercu ważne miejsce zajmuje "Mały Książe" i "Opowieść wigilijna"), czy to może po prostu wina wydarzeń i cytatów, które mają w sobie więcej wartości i piękna niż większość teraźniejszych dzieł dla dorosłych. Cóż, jestem za opcją drugą.

Kubuś, Krzyś, Królik, Sowa, Meleństwo i mój ukochany, najlepszy Kłapouchy to postacie mojego dzieciństwa. Książka o ich przygodach była jedną z pierwszych, które pokachałam i była początkiem mojej miłości do książek.

Nie zapomnę dnia omawiania lektury w 3 klasie, gdy wszyscy narzekali, jak bardzo historie Puchatka ich nużyły, jakie to było nudne i wcale nie zabawne. A Roksana zafascynowana książką ciągle ją chwaliła i jedyną osobą w klasie, która podzielała jej entuzjazm, była pani nauczycielka.

A właściwie o czym, dla mnie, jest Kubuś Puchatek?

Bardzo dużo kręci się wokół miłości i przyjaźni.
– Kubusiu, jak się pisze MIŁOŚĆ?
– Prosiaczku, MIŁOŚĆ się nie pisze, MIŁOŚĆ się czuje.

Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałby żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie.

– Puchatku?
– Tak Prosiaczku?
– Nic, tylko chciałem się upewnić, że jesteś.
O wielkiej zagadce zwanej życiem. O wszystkich małych i dużych rzeczach i o tym, jak mali jesteśmy w porówaniu z Ziemią.
Jestem tu gdzie stoję, ale jeśli się ruszę, to mogę się zgubić.

Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć.
– Widziałem dziś słonia, Prosiaczku
– I ja też widziałem słonia, tylko nie wiem, czy to był słoń.

Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność.

O kontaktach z ludźmi (w bajce zwierzętami ;) ) i ewentualnych trudnościach z tym.
Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś. W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał.

Kiedy zawołasz do króliczej norki: Hej, jest tam kto?, a głos z wnętrza odpowie: Nie!, to znaczy chyba, że nie jesteś mile widziany.

Sztuka dawania podarunku polega na tym, aby ofiarować coś, czego nie można kupić 
w żadnym sklepie.

Trochę o narzekaniu...
Kiedy spytają cię, jak się masz, odpowiedz po prostu, że wcale.

– A ty jak się masz? – spytał Puchatek.
    – Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów,          żebym jakoś się miał. 

...trochę o  radości.

-Jaki dziś dzień?- zapytał Puchatek
– Dziś – odpowiedział Prosiaczek. Na to Puchatek:
– To mój ulubiony dzień.


Gdy Puchatek zobaczył, co jest w paczuszce, o mało co nie przewrócił się z radości. Była to skrzyneczka kolorowych ołówków. Były tam ołówki oznaczone literami M. R. – to znaczy dla Misia Ratownika, na innych znów były litery D.M. – co oznaczało dla Dzielnego Misia. Był tam jeszcze scyzoryk do ostrzenia ołówków i gumka do wycierania tego wszystkiego, co się źle napisało, i linia do rysowania linijek, żeby na nich równo pisać słowa, i podziałka, zrobiona na linii, żeby można nią było wszystko wymierzyć, i Niebieskie Ołówki, i Czerwone Ołówki, i Zielone Ołówki, żeby mówić o rozmaitych rzeczach na niebiesko, na czerwono i na zielono.

- Wyszło to trochę inaczej, niż myślałem, ale zawsze wyszło.

Uważam, że Kubusia Puchatka t r z e b a przeczytać chociaż raz. Jest to coś więcej niż książka dla 
dzieci i zrozie to każdy, kto po nią sięgnie :)

Roksana :)


piątek, 4 marca 2016

Czasami jedyne, czego potrzebujemy to moment dla siebie

Jestem po ciężkim, baardzo ciężkim tygodniu w szkole. Pare sprawdzianów, masa kartkówek oraz, oczywiście prac  domowych mnie wykończyła i dawno nie cieszyłam się tak bardzo z piątku (ostatnio miałam ferię, ale cofam się czasowo dalej). Codziennie kładłam się zmęczona i jak wstawałam czułam się jak zombie a teraz czekają mnie dwa cudowne, wolne dni, jej!
I mam zamiar wykorzystać je dla siebie. Zrobić pare miłych rzeczy i odprężyć się. Zaplanowane czynności nie są skomplikowane, wręcz banalnie proste, ale nie miałam na to czasu podczas wspominanego już tygodnia. Jednym z nich jest na przykład długa kąpiel, wanna pełna piany, ah!
Mam też zamiar pójść na porządny (nie do szkoły i z powrotem) spacer i się porządnie przewietrzyć. Małe rzeczy, a jak cieszą. Czasami jedyne, czego potrzebujemy to moment dla siebie. 

Chciałam się też "zatopić" w muzycę. Położyć się na łóżku, puścić tą jedną piosenkę, która zawsze powoduje u mnie falę emocji i... czuć. Po prostu oderwać się od książko- zeszytowej rutyny i poczuć coś więcej niż zmęczenie. Nie wiem czy tylko ja mam czasem takie dziwne pragnienia, lecz jeśli kiedyś wam to się przytrafi, polecam muzykę. Głęboką. Waszą.

Ważna kwestia- sen. Ja nigdy nie rozumiałam siedzenia do późna na siłę. Pobudzania się dziwnymi, różnymi sposobami, aby tylko wytrzymać dłużej, być lepszym. Nigdy nie zrozumiem. Gdy jestem zmęczona, idę spać. Proste jak drut, lecz (pozornie) niemożliwe przy dużej ilości nauki. Najgorsze uczucie na świecie, to gdy zmęczony organizm prosi rozpaczliwie o sen, a ty musisz jeszcze pouczyć się do biologi. Mózg jednak przestaje pracować, piszesz głupoty i wydawać  się może, że jesteś w czarnym punkcie bez wyjścia. Mój sposób to wstać następnego dnia wcześniej. Wbrew pozorom organizm działa sprawniej rano (nawet, gdy się nie wyśpimy), niż w nocy. Przynajmniej mój, każdy ma swoje preferencje.

Podsumowując ten dziwny i chaotyczny post. Małe chwile dla ciebie, mogą znaczyć dużo. Weź ciepłą kąpiel, pójdź na spacer, posłuchaj muzyki, poćwicz, pobiegaj, upiecz babeczki czy usmaż naleśniki. Zrób to, co lubisz, a pomoże. Aby się zrelaksować to TY jesteś najważniejszy/a.

I dodatkowo wyszedł mi akapit o śnie, który ma bardzo mało wspólnego z dzisiejszym tematem,
jednak jakieś małe podobieństwo jest, więc zostawie go, może komuś się moja rada przyda.
Dobranoc,
Roksana :)