czwartek, 7 kwietnia 2016

Anthony Doerr "Światło, którego nie widać"

Niektóre ksiązki są zwykłe. Mają fajną historię, wciągną czytelnika, ale po skończeniu po prostu sięgamy po kolejną. Jest też druga grupa, która ma w sobie coś niezwykłego. Jakiś kawałek magii zamknięty na kartach powieści. Cytaty, które zostają z nami do końca. Bohaterowie, których szukamy w naszym życiu i zawód- przecież oni nie istnieją. Mamy jednocześnie tyle pytań, a jednocześnie nie chcemy wiedzieć nic więcej, bo ufamy autorowi, że wszystko, co ważne znajduję się w książce. Dziwne, wręcz niedoopisania uczucie niedosytu. Moje życie zyskało na wartości, ponieważ przeczytałam tę powieść, a jednocześnie straciło, bo już to zrobiłam. Nigdy więcej nie będzie pierwszego razu, ale jestem pewna, że będą następne.

Marie-Laure- córka ślusarza i mistrza łamigłowek, w dzieciństwie straciła wzrok, od tego momentu, gdy w jej oczach zapanowała ciemność jej świat to przede wszystkim książki czytane alfabetem braila. Jej życie przed wojną pomimo upośledzenia jest jak najbardziej normalne. Uczy się poruszać po mieście przy pomocy modelu miasta, pije z ojcem kawę gęstą od cukru i jest zwykłą dziewczynką z nieciekawą historią  z przeszłości.
Werner Pfenning- niemiecki chłopiec z domu dziecka zafascynowany eterem i mechaniką. Jedną z najważniejszych dla niego osób jest siostra Jutta. Ponad przeciętnie inteligenty, dzięki czemu dostaje się do elitarnej szkoły, gdzie zmierza się z ideologią nazizmu.
"Zapomnijcie o wygodach, sensem waszego życia stanie się obowiązek. Będziecie jeść ojczyznę i oddychać narodem"

Podstawę historii stanowi wojna. Jest ona nie tylko tłem, ale i środkiem zmieniającym bohaterów oraz samego narratora. Wraz z postępem wojny książka staje się coraz bardziej wulgarna pod względem słownictwa, porównania kolorów do przyrody obecne na początku, w dalszej części przepadły. Pojawiły się pierwsze śmierci, które mną wstrząsneły. Choroby, głód, pragnienie. Niszczycielskie działanie demonów wojny.
Przede wszystkim wspomniane wcześniej zmiany. Dni mijają, życie się toczy, ale nic nie jest takie samo.
"Światło, którego nie widać" jest o dorastaniu w obliczu okrutnej wojny. Jest o tym, jak ważne są słowa, wyobraźnia i wykreowanie swojego własnego świata. Pokazała mi mnóstwo wartości, ale przede wszystkim pozwoliła wyobrazić sobie wojnę jako coś realnego. Tak samo było z "Złodziejką książek", ten ciężki okres pełen śmierci i okrucieństwa przestał być tylko przynudzaniem na historii. To działo się na prawdę i zaczynam doceniać, że urodziłam się w czasach XXI wieku i nie muszę brać udziału w czymś tak ciężkim, zimnym i potwornym.

Podsumowując, książkę polecam bardzo, wręcz namawiam do przeczytania, jest to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję poznać. Pełna nastroju, opisów, bogactwo emocji- cudo literackie.


Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze.

Wszyscy pojawiamy się na świecie jako pojedyncza komórka, mniejsza od drobinki kurzu. Znacznie mniejsza. Podział. Mnożenie. Dodawanie i odejmowanie. Materia przechodzi z rąk do rąk, atomy pojawiają się i znikają, wirują molekuły, łączą się białka, mitochondria wysyłają polecenia oksydatywne, powstajemy jako mrowie połączeń elektrycznych. Płuca, mózg, serce. Po czterdziestu tygodniach sześć bilionów komórek przeciska się przez drogi rodne matki. Krzyczymy. Później atakuje nas świat.

Nigdy nie wolno przestać wierzyć. To najważniejsze.

Jak cudownie bezsensowne jest budowanie pięknych budowli, komponowanie muzyki, śpiewanie piosenek, drukowanie ogromnych ksiąg pełnych kolorowych rycin ptaków wobec straszliwej, wszechogarniającej obojętności świata - jakież pretensje mają ludzie! Po co komponować muzykę, skoro Cisza i wiatr są znacznie potężniejsze? Po co zapalać lampy, skoro w nieunikniony sposób pochłonie je ciemność?

Kamienie to po prostu kamienie, deszcz to po prostu deszcz, a pech to po prostu pech.

Ulicami w dole krąży na koniu Śmierć, zatrzymuje od czasu do czasu rumaka i zagląda do okien. Jeździec ma ogniste rogi, z jego nozdrzy sączy się dym i trzyma w dłoni złożonej z samych kości nową listę adresatów.

-Kiedy straciłam wzrok, Werner, ludzie mówili, że jestem dzielna - odzywa się Marie-Claire. - Ale to nie odwaga, nie mam wyboru. Budzę się ze snu i po prostu żyję. Czy ty nie robisz tego samego?

Na świecie codziennie umiera ktoś, kto pamięta wojnę, myśli Marie-Laure.

Dziękuję,
Roksana 

8 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle osób zachęca, więc jak tu nie przeczytać?! :)
    http://piszeczytamgotuje.blogspost.com

    OdpowiedzUsuń
  3. koniecznie muszę przeczytać.Uwielbiam twoje posty.Robisz śliczne zdjęcia.
    POZDRAWIAM A.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wydaje się być bardzo interesująca, ale niestety brakuje mi czasu więc nie zdołam przeczytać w najbliższym czasie tak długiej lektury. Nie mniej jednak, bardzo miły w czytaniu wpis.
    Pozdrawiam ciepło (:
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam zamiar się skusić na książkę o ile pojawi się w mojej bibliotece. ;)
    Dziękuję za odwiedziny ;)

    Pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem zwolenniczką tej historii
    Pozdrawiam! :)

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń