czwartek, 26 maja 2016

Góry Świętokrzyskie 2016

Wszędzie gdzie się rozejrzę widzę coś pięknego. Doskonale pamiętam wszystkie gorsze dni, ale chyba w końcu  mnie opuściły i znowu jestem szczęśliwa. Nie da się cieszyć cały czas, za jakiś czas znowu pojawią się łzy, ale miłe wspomnienia stanowią wtedy świetną podporę. A ostatnio tych wspomnień nazbierałam!

Chyba każdy lubi wycieczki szkolne. Najlepiej jak najdalej i jak najdłużej! Ja wczoraj (właściwie to dzisiaj, bo w okolicach 2 rano)  wróciłam ze swojej i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była to najlepsza na jakiej byłam! Mnóstwo pięknych kościołów (na których punkcie mam lekką obsesję), widoków (trochę większa obsesja) i wspaniali ludzie. Mnóstwo śmiechu do bólu brzucha, narzekania na wysoką temperaturę, jedzenia zupek chińskich i pizzy z piekarnika, nagrywanie śmiesznych filmików, wygłupy z opiekunami i chowanie przyjaciół w szafie. Ostatnia noc w autobusie, zapach pasty do zębów na twarzach znajomych pogrążonych w śnie, śpiewanie głupich piosenek ("Ona czuje we mnie piniodz, wystroiła się jak Bijons, patrzy na mnie drinka pijąc, bo wyczuła we mnie piniodz..." to nie jest zbyt ambitna muzyka). 
Dodatkowo, w końcu udało się spotkać z koleżanką, która mieszka na codzień w Kielcach! Nigdy się wcześniej nie widziałyśmy i zobaczyć kogoś na żywo, móc przytulć i, jak to już w Roksany życiu bywa, poczuć się jak żyrafa to przemiłe uczucie!
A teraz, siedząc przy nierozpakowanej walizce zaczynam tęsknić za tą atmosferą. Tęsknię, ale i rozpiera mnie szczęście, bo mogłam zobaczyć kilka zakamarków świata, w których moge nogi nie stały i spędzić trochę czasu z osobami, które stale powodują u mnie uśmiech (w ciągu tych trzech dni robiły to z potrójną siłą). 
I nawet popsute okulary, podrapane nogi po spotkaniu z krzaczkiem i odciski na stopach nie zepsuły tej wycieczki.

A wy byliście już na wycieczce kilkudniowej? Jak wam się podobało?
Roksana 

piątek, 20 maja 2016

dystans?

Nienawidzę tego słowa. Nie znoszę, gdy ktoś mówi do mnie "trochę dystansu do siebie, Roksana".

Rozumiem, że nie należy traktować wszystkiego w stu procentach poważnie, jakby zależało od tego nasze życie. Rozumiem, że sztuka dobrego humoru i pewności siebie w dużej mierze zależy od umiejętności śmiania się z samego siebie. Ale nie potrafię zrozumieć tej ustalonej przez innych granicy, który spada na nas i niekiedy boli...jakby była ciężka jak cegła i spadała z dziesiątego piętra.

Nie potrafię znieść krytyki na spokojnie. Zawsze się denerwuję, wściekam i próbuję to ukryć. Burza złości w moim wnętrzu pokazuje się rozmówcom tylko w postaci czerwonych policzków, których gorąc bardzo wyraźnie odczuwam. Trudno się pierwszej lepszej osobie domyślić, że jest na prawdę blisko do mojego wybuchu. Rzadko krzyczę, nie lubię tego, ale jak już się "wydzieram", to ciągle słyszę, że powinnam nabrać dystansu i brać wszystko na spokojnie. Grrrr...Czy na prawdę trudno zrozumieć, że moja granica się skończyła? Może ty potrafisz wytrzymać więcej, ja nie, więc mnie nie zmieniaj. Skoro wszędzie mówi się, żeby nie zmieniać czyjegoś stylu, smaku czy muzyki dlaczego nie mówi się o tym? A, no tak, łatwiej powiedzieć "spokojnie, Roki", niż skończyć bardzo śmieszną zabawę polegającą na obserwowaniu poziomu czerwieni na Roksany policzkach.
Nie jestem dobra (chciałoby się rzec beznadziejna) w dopiekaniu ludziom. Nie umiem kogoś zdenerwować słowami, wolę odejść. Nie wiem, czy to dobrze czy nie. Nie wdaję się w dyskusję, jeśli nie ma w niej kultury. Czasem mam ochotę wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje i sprawić ból osobie, która zadała go mi, ale prawda jest taka, że tego nie robię. Nie umiem. Jestem bardzo wrażliwa. I mam swoją granicę wytrzymałości.


Wniosek? Trzeba mieć dystans, ale swój własny. Przestańmy narzucać znajomym granice, bo każdy jest inny. Jeden wytrzyma mało, drugi wszystko i te różnice tworzą nasz świat piękny. Różnorodność koloruje czarno białe dni, pamiętajcie, więc jeśli nie chcecie żyć bez barw w nudnej monotonii- nie zmieniajcie nikogo ;)

Dziękuję, Roksana

wtorek, 10 maja 2016

Dałbyś dużo, żeby wróciło

Dałbyś dużo, żeby to wróciło. Przez pewien czas miałeś okazję mieć to na wyciągnięcie ręki. Zostałeś obdarowany, lecz nie doceniłeś. Doprowadziło cie to do straty. Teraz boli. Teraz tęsknisz. Teraz widzisz, jakie to było piękne. Niech wróci, wróci, wróci. Ups. Nie wróci. Trzeba było myśleć wcześniej.

Docenisz coś, gdy stracisz- jedno z najprawdziwszych stwierdzeń. Ile razy w tym tygodniu myślałeś o tym, jakie masz szczęście, że żyjesz? Jeśli mało, wyobraź sobie, że tracisz życie. W wyniku wypadku lądujesz w trumnie. Co jest dalej nikt w świecie żywych nie wie. Nie mam pojęcia, czy masz wtedy świadomość czy nie, gdzie lądujesz, ale jeśli możesz myśleć, to pewnie możesz tęsknić. Za przyjaciółmi. Za swoim psem. Za spacerami w gorące popołudnia z lodami oraz oglądaniem zachodów słońca. Za swoim łóżkiem, w kórym zawsze czułeś się komfortowo. Za dobrym jedzeniem, które celebrowałeś z rodziną. Za mamą, tatą, rodzeństwem, dziadkami i ciocią z drugiego końca Polski, której nie widziałeś 4 lata. Wyobrażasz sobie żyć bez tego  nie żyć? Już nie złapać oddechu? Więc doceń. Doceń dobro, które cie otacza i zrozum, że życie to dar. Największy. A w nim zawarte są mniejsze.

Masz rękę. Ją też możesz stracić. Zaskoczenie? Nie sądzę. Wiesz o tym, ale i tak będziesz robić wszystko, co jej nie służy. Mówisz, że życie ma się tylko jedno, więc chcesz zaszaleć. A to, że masz je tylko jedno powinno cię skłonić do uważania. Nie chcę teraz zachowywać się jak pięćdziesięcioletnia kobieta z trójką dzieci, która uczy, że nic nie wolno, bo wszystko cie zabije.
Rób co chcesz, ale ja wolę uważać, niż potem być kaleką.

Nie doceniamy nic. Zdrowia, szczęścia, domu i miłości.
I nikt nie myśli, co by sie stało, gdyby tym wartością urosły nogi i powędrowałyby jak najdalej ciebie. Nie przeżyłbyś. I stracił życie. Którego też  nie zdążyłeś docenić.

Dziękuję, Roksana.

sobota, 7 maja 2016

JAK ŻYĆ LEPIEJ #1

W internecie znajdziemy mnóstwo poradników typu jak poprawić jakość swojego życia, jak cieszyć się życiem czy co zrobić, żeby żyć lepiej.
Większość z nich opiera się na sposobie myślenia (wybaczaj, miej nadzieję, nie stresuj się, patrz pozytywnie). Ja również chciałabym o tym napisać, ale nie dzisiaj. W tym poście skupię się na prostych czynnościach, które po wejściu w nawyk sprawiają, że każdy dzień staje się przyjemniejszy. Na mnie to działa, na was nie musi, ale mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie ;)

1. SPRZĄTAJ
Zaczynamy nieprzyjemnie (choć może są tu wyjątki jak ja, co lubią sprzątać), ale bez wątpienia jest to ważne. Nie ma lepszego sposobu na pogorszenie sobie humoru niż siedzenie w usmarowanej czekoladą piżamie w łóżku, gdy cała kołdra już dawno wydostała się z poszewki, a w momencie, gdy próbujemy wstać ciągle pod nogami czujemy sterty ubrań, naczyń, książek i śmieci. Choć nieraz próbujemy ją odepchnąć i tak ciągle nasuwa się myśl: ogarnijj ten syf.
A jak? Bardzo prosto, bez żadnych skomplikowanych operacji. Znieś do kuchni wsystkie naczynia, brudy do kosza na pranie, wszystkie przedmioty z podłogi ułóż na półkach, rusz cztery literki po odkurzacz i brawo, już czujesz się lepiej.
Jeśli nadal nie jesteś przekonany wyobraź sobie sytuacje, gdy wracasz po wyczerpującym dniu w szkole do kochanego domu, jesz obiad i szczęśliwy otwierasz drzwi do swojego pokoju. A tu dziada z babą brakuje.
Ja przyjemnie bym się nie czuła, więc sprzątaj na bieżąco, uwierz, będzie prościej.


2.ZNAJDŹ SWOJĄ FORMĘ AKTYWNOŚCI
Sport, sport, sport=zdrowie. W szkołach wiszą plakaty, w telewizji namawiają do ruchu a my ciągle szukamy wymówek. "Bo ja nie lubię", "bo nie chce się spocić, jeszcze mnie ktoś zobaczy!", "bo w łóżku wygodniej", "do lata jeszcze czas". Musisz zrozumiemieć dlaczego trzeba uprawiać sport.
A powodów jest wiele, chociażby:
-poprawa kondycji zawsze się przyda, przynajmniej nie będzie siary jak wymiękniesz na WF-ie.
-każdy chce mieć ładną sylwetkę, bez sportu trudno będzie uzyskać oczekiwany efekt.
-uczymy się samodyscypliny, wytrwałości i pokory
-korzystnie wpływa na naszą cere
-szybciej i efektywnej się uczymy
-zapobiegamy chorobom
Teraz, mam nadzieję, masz ochotę iść coś zrobić ze swoim lenistwem ale...co? Możesz iść pobiegać, ale czy sprawi ci to przyjemność? Nie? To daj sobie spokój. Sport musi być dla ciebie przyjemnośćią! Nie ma sensu się katować. Gdy idziesz na trening masz myśleć: super, tęskniłam za tym! a nie: o nie, znowu muszę iść na siłkę, ratunku. Próbuj różnych dyscyplin, znajdziesz coś, jestem pewna.

3. CZYTAJ
Książka przyjacielem człowieka. Rozwija wyobraźnie, uczy ortografi, wzbogaca słownictwo, kształtuje twój charakter. Pokazuje ci wartości, które zawsze były gdzieś w tobie głęboko zakopane. Gdy masz ciężki dzień możesz odlecieć od problemów i znaleźć się np. w Hogwarcie. Nie myśleć o niczym, tylko o wydarzeniach w lekturze.
Oczywiście, ludzie czytający książki są mądrzejsi- ty też możesz dołączyć do tego grona, zapraszamy!
I najważniejsze- to ogromna przyjemność! Cały stres znika, ty się odprężasz i wszystko wydaje się prostsze. A według badań 38% polaków nie czyta. DLACZEGO?

Szczerze mówiąc chciałam napisać więcej, ale co ja będe was zamęczać za długim postem, w końcu mogę na ten temat napisać kolejne! Ten, który (mam nadzieję) właśnie przeczytaliście jest pierwszym i mam nadzieję, że temat się podoba.
Pisałam tu o rzeczach nie najważniejszych, ale tych, które ostatnio rzucały mi się w oczy, więc wybaczcie, że nie pisałam tu o znalezieniu swojej pasji czy zaczynaniu dnia z uśmiechem (o tym każdy wie ;) ).

Jeśli podoba ci się tutaj- zaobserwuj będzie mi bardzo miło.
Zachęcam do komentowania, to niezwykle motywuje.
Dziękuję, do zobaczenia,
Roksana

wtorek, 3 maja 2016

Kim jest bloger?

Kim jestem? Jestem blogerką. Nie ważne, ile mam obserwacji, wyświetleń i komentarzy. Nie ważne, ile piszę, jak często i o czym. Piszę, to jestem- proste.

Pisanie postu zajmuje mi około godziny. Dla jednych to dużo, dla innych mało, dla mnie w sam raz. Wiem, że niektórzy piszą przez 2 godziny, a inni pół, to kwestia indywidualna. Jednak blogowanie to nie tylko pisanie.
To też aktywność w blogosferze. To promowanie bloga (większość osób to robi, mało z nich się przyznaje), odwiedzanie innych internetowych domków i zostawianie po sobie śladu. 
To zziębnięte ręce od trzymania aparatu zimą i przeziębienia od pozowania w krótkim rękawku. To ocenianie otoczenia pod względem dobre/złe miejsce na sesje. 
To ciągłe planowanie pomysłów na posty w głowie, wyłapywanie ich z każdej codzienniej sytuacji. Szukanie inspiracji w zwykłej rozmowie.
To przerwy i powroty do pisania, chwile ciężkich wątpliwości oraz dni pełne silnej motywacji. 
To czytelnicy, radość z ujrzenia komentarza tej samej osoby pod piątym, dziesiątym wpisem. Radość z każdej obserwacji, komentarza. Szczęście wynikające z satysfakcji, świadomość, że nasze "wypociny" ktoś czyta.
To nagłe przypływy weny, pisanie w nocy, czy na wyjeździe w notatkach telefonu.
To niezwykły stres, obawa przed hejtem.
Chęć wyróżnienia się.
Ciągła potrzeba czasu, dążenie do poprawy.
I pasja, z zawzięciem stukanie w klawisze i uśmiech od ucha do ucha na widok skończonej pracy. Nieraz opadające ręce, wrażenie bezsilności, które pokonuje niewidoczna nić łącząca mnie z blogiem. Nie potrafię przestać pisać. Robię przerwy, mam okresy bez weny i jakiejkolwiek ochoty na blogowanie, ale moje życie już uległo zmianie przez to internetowe miejsce, jak tu teraz to opuścić? Niewykonalne-chciałoby się rzec. Nigdy nie żałowałam założenia bloga, a miałam chęć go raz usunąć. Dzięki Bogu, że się nie skończyło śmiercią internetowej cząstki mnie.


Oto kim jest bloger, z jakimi zmaga się trudnościami i jaką radochę przynosi pisanie pasją.
Wszystkie opisane tutaj doświadczenia są moje i nie musicie zgadzać się z każdym punktem (tak właściwie, to możecie mnie nawet wyśmiać, nikt wam nie broni). 
Jeśli coś w waszym przypadku jest inne- dajcie mi znać w komentarzu. Chętnie poczytam wasze spojrzenie na definicję blogera.

Dziękuję, za przeczytanie.
Jeśli podoba ci się jak piszę, pamiętaj o obserwacji oraz komentarzu.
Do następnego wpisu,
Roksana.