piątek, 20 maja 2016

dystans?

Nienawidzę tego słowa. Nie znoszę, gdy ktoś mówi do mnie "trochę dystansu do siebie, Roksana".

Rozumiem, że nie należy traktować wszystkiego w stu procentach poważnie, jakby zależało od tego nasze życie. Rozumiem, że sztuka dobrego humoru i pewności siebie w dużej mierze zależy od umiejętności śmiania się z samego siebie. Ale nie potrafię zrozumieć tej ustalonej przez innych granicy, który spada na nas i niekiedy boli...jakby była ciężka jak cegła i spadała z dziesiątego piętra.

Nie potrafię znieść krytyki na spokojnie. Zawsze się denerwuję, wściekam i próbuję to ukryć. Burza złości w moim wnętrzu pokazuje się rozmówcom tylko w postaci czerwonych policzków, których gorąc bardzo wyraźnie odczuwam. Trudno się pierwszej lepszej osobie domyślić, że jest na prawdę blisko do mojego wybuchu. Rzadko krzyczę, nie lubię tego, ale jak już się "wydzieram", to ciągle słyszę, że powinnam nabrać dystansu i brać wszystko na spokojnie. Grrrr...Czy na prawdę trudno zrozumieć, że moja granica się skończyła? Może ty potrafisz wytrzymać więcej, ja nie, więc mnie nie zmieniaj. Skoro wszędzie mówi się, żeby nie zmieniać czyjegoś stylu, smaku czy muzyki dlaczego nie mówi się o tym? A, no tak, łatwiej powiedzieć "spokojnie, Roki", niż skończyć bardzo śmieszną zabawę polegającą na obserwowaniu poziomu czerwieni na Roksany policzkach.
Nie jestem dobra (chciałoby się rzec beznadziejna) w dopiekaniu ludziom. Nie umiem kogoś zdenerwować słowami, wolę odejść. Nie wiem, czy to dobrze czy nie. Nie wdaję się w dyskusję, jeśli nie ma w niej kultury. Czasem mam ochotę wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje i sprawić ból osobie, która zadała go mi, ale prawda jest taka, że tego nie robię. Nie umiem. Jestem bardzo wrażliwa. I mam swoją granicę wytrzymałości.


Wniosek? Trzeba mieć dystans, ale swój własny. Przestańmy narzucać znajomym granice, bo każdy jest inny. Jeden wytrzyma mało, drugi wszystko i te różnice tworzą nasz świat piękny. Różnorodność koloruje czarno białe dni, pamiętajcie, więc jeśli nie chcecie żyć bez barw w nudnej monotonii- nie zmieniajcie nikogo ;)

Dziękuję, Roksana

7 komentarzy:

  1. Tak... Dystans do siebie czyli jeśli ktoś mówi ci coś co cie zraniło to masz nabrać dystansu. Na prawdę ? Fajnie jest się śmiać z rzeczy które nie urażą osoby obok, a jeśli urażą to nie wymigujmy się słowami trochę dystansu.
    Bardzo fajny post
    Buziaki xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy post. Ja mam dystans do sobie, ale czasami ludzie właśnie mówią mi, żebym miała go więcej, a ja uważam, że taki jaki mam jest w porządku i to mi wystarczy :)
    Obserwuję
    Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze, to w stu procentach się z tobą zgadzam. Zawsze kiedy ktoś powie do mnie coś niemiłego, to nie ukrywam, ale wkurzam się i nie ważne czy jest to na żarty czy nie, nie ważne czy powiedziała mi to koleżanka czy człowiek z ulicy, ale ważne jest to, że mnie to uraziło. I kiedy się zdenerwuje i ktoś mi powie: ej, ziom wyluzuj, trochę dystansu do siebie...to, aż mnie ściska. Każdy jest jaki jest, ktoś się będzie śmiał, a ktoś nie. Ja faktycznie czasami się zaśmieje kiedy ktoś powie do mnie coś na żarty, ale do jakiegoś momentu. Super wpis!
    http://tutajswiatsiekreci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dystans to zawsze temat rzeka. Niby każdy powinien go mieć, ale każdego też co innego rani itd. ;p
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam dystans do siebie

    http://wchojnacka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. 100% prawdy :)
    zapraszam do siebie ;)
    zaobserwuje i liczę na rewanż <3
    http://szevska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny blog! :)

    Zapraszam do mnie : WWW.MODEFRIENDS.PL

    OdpowiedzUsuń