piątek, 15 lipca 2016

Stare książki są fajne

Hejka, jestem Roksana i kocham czytać stare książki. Uwielbiam usiąść w nocy przy oknie, popatrzyć się w niebo, w lepszych przypadkach na krople dudniące o szybę, wziąć książkę w podeszłym wieku i zatopić się w historiach o miłości, która nie polegała na wysyłaniu serduszek na Facebooku.



Wczoraj czytałam zbiór opowiadań Lucy Maund Montgomery i do napisana tego posta zainspirowała mnie historia  mało urodziwej dziewczyny dziewczyny o bujnych, czarnych włosach. Na imię miała Helen. Do wsi przyjechał malarz,Robert, aby namalować wybrzeże i  jako modelkę "pożyczył" sobie brunetkę.  Jak to w książkach bywa, tych dwoje poczuło do siebie coś więcej. Nie twierdzę, że randki w "Gwiazd naszych wina" (jak mogłabym powiedzieć coś złego na Johna Greena, o nie!) czy innych bestsellerach ostatnich kilku lat  były głupie, zbyt nowoczesne i popsute przez technologię. W końcu w dzisiejszym świecie wszystko opiera się na technologii, która może i zacofała człowieka w stosunkach międzyludzkich, ale na pewno posunęła o krok dalej świat i coś dobrego jednak zrobiła. Wracając- nic złego na nowoczesność, ale, sami przyznajcie- randka nad zatoką w niebezpiecznym miejscu, gdzie w czasie przypływu można stracić życie- romantycy szaleją. Robert jednak lubił tam chodzić również samotnie i na jego nieszczęscie, zasnął raz i obudził się, gdzy przypływ już trwał. Stał na drodzę do pewnej śmierci, nie miał możliwości ucieczki i z przerażeniem, śmiertelnym przerażeniem obserwował unoszącą się wodę. Powiedział kiedyś, że czuje, że zatoka go wzywa. Najwidoczniej przyszedł moment, malarz był mokry od fal i wiedział, że zaraz wyląduje na dnie. Nagle łódź. Brunetka ocaliła mu życie. Może trochę mdłe i nieprawdziwe, ale to książka nie z 2016 roku, heloł. Tak czy inaczej Robert po tym nie może dłużej oszukiwać Helen- mówi jej o swojej kobiecie. Są zaręczeni i planują ślub. Dziewczyna z żalem, niosąc ogromny ciężar oddaje go wodzie. Podczas przypływu. W miejscu ich randki. Fale leczą złamane serce, ale niszczą ciało. Zabijają.

Tym postem nie chcę przekazać Wam, że Waszym obowiązkiem jest iść teraz do biblioteki i wypożyczyć książkę, która ma conajmniej 100 lat. Chcę tylko powiedzieć, że stare książki mają w sobie coś innego, może archaicznego, ale tradycjonalnego. Literatura świata jest tak bogata! Dlaczego nie spróbować czegoś innego? Ja spróbowałam jakiś czas temu i nadal poznaję dalszą historię Ani Shirley, Pollyannę i inne książki, które czytała w młodości moja mama. Teraz moja kolej.

6 komentarzy:

  1. Ale super post ! Bardzo podoba mi się tematyka twojego bloga :D

    luszii.blogspot.com KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiła mnie ta książka, chyba w poniedziałek pójdę do biblioteki i ją wypożyczę. Bardzo lubię tą pisarkę. Przeczytałam wszystkie części "Ani z zielonego Wzgórza".
    Pozdrawiam.
    https://zumurawska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Anię <33 Jak byłam małą obejrzałam każdy filma apotem książki:)!
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam na nowy post! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post !! Zaciekawiłaś mnie tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że tak lubisz czytać książki! :) W tych czasach to coraz rzadsze..

    OdpowiedzUsuń
  6. Stare książki, to jest coś co lubię. Najpierw chodziłem do biblioteki, ale to mi przestało wystarczać. Stare książki po prostu... chciałem posiadać! Dlatego też postanowiłem je kupować w antykwariatach. Około tygodnia temu zamówiłem w http://www.sklep-komiksowy.pl/ trzynaście różnych książek. Moja żona niestety jest na mnie zła, ponieważ jest alergiczką :)

    OdpowiedzUsuń