piątek, 30 września 2016

Jestem fotografem #1

Witam bardzo serdecznie w poście, w którym zbyt dużo nie poczytacie ;) 
Jeśli spojrzycie w bok zobaczycie moje zdjęcie a pod nim krótką notkę, z której możecie się dowiedzieć m.in, że kocham fotografię. Z przyjemnością zapraszam Was więc do obejrzenia kilka zdjęć mojego autorstwa. Wszystkie zrobiłam we wrześniu i  chciałabym, aby każdy miesiąc kończył się fotograficznym podsumowaniem, ale nie wiem jak to odbierzecie, więc nic nie obiecuję.
Mam nadzieję, że zdjęcia Wam się spodobają, miłego oglądania :*







Roksana

wtorek, 27 września 2016

Czy tydzień weganizmu to dobry tydzień?

Tak, wiem, nie mam co się porównywać z tymi, co ukończyli wyzwanie zostań wege na 30 dni, a co dopiero z prawdziwymi weganami, ale ten mój tydzień to sukces dla mnie i nie będę czuć się źle, nie żyjemy przecież, by się porównywać do innych. Jeśli ktoś jeszcze nie załapał, przez ostatni tydzień byłam na diecie wegańskiej. Czy to był pełny weganizm? Niestety nie. Dwa powody:
a) Nie robiłam żadnego, wielkiego sprawdzania łazienki, czy przypadkiem jakiś produkt nie jest testowany na zwierzętach.
b) Nie mam kontroli nad tym, czym warzywa które jadłam były nawożone a, jak wiadomo, nie wszystkie nawozy są wegańskie.
Uważam jednak, że nie jedzenie jajek, mleka i jego przetworów, mięsa, miodu, żelatyny (żeeeelki) to duże wyrzeczenie i czuję się dumna, że mi się udało.
Wiecie co mnie zdziwiło? Reakcje znajomych w stylu to co ty jesz? To tak się da? Pewnie żyjesz na sałacie. Szczerze? Nie było trudno, nie licząc pojedynczych momentów kryzysu. Najpoważniejszy był, chyba małe zaskoczenie, w McDonaldzie. Niestety, kocham hamburgery. I lody z maka. Było ciężko, ale uczucie dumy, gdy wróciłam do domu ze świadomością, że swego postu trzymałam zrekompensowało wszystko. Ze smutkiem też stwierdzam, że zdecydowana większość słodyczy nie jest wegańska i jako osoba lekko uzależniona miałam już ochotę na mleczną czekoladę. Tu trudności się kończą :D
Odpowiadając na pytanie co jadłam?- makarony (te, bez jajka), ryże, kasze, dużo warzyw i owoców i płatki zbożowe z Lidla (polecam). I wszystko było pyszne. To, co najbardziej pokochałam w wegańskim jedzeniu to uczucie lekkości po posiłku, cudowne!
No i żeby nie było tak nudno mam foodbook! Wiem, wiem, jesteśmy tym zasypywani w internecie, bo, co zabawne, bycie wege jest modne. Nie chwaląc się, przedstawiam wam jednak odmiennośc mojego zestawu posiłków, a mianowicie nie zawiera żadnych substytutów! Nawet tych najprostszych typu mleko sojowe czy tofu (który chyba nie jest substytutem, ale przemilczmy to). I zaznaczam-takie żywienie nie jest dobre na dłuższą metę. Dieta wegańska powinna być dobrze skomponowana i ja, jedząc tak jak w ciągu ostatnich 7 dni mogłabym przez przedłużenie tej diety nabawić się niedoborów. 
Zapraszam jednak na foodbook :)
Przedstawiam Wam makaron pełnoziarnisty z pieczonymi w piekarniku pieczarkami, cebulą i papryką! I mogłabym teraz tak opisywać każdy kolejny posiłek, ale wszystko jest widoczne i nie miałoby to sensu.
Tutaj jedynie komentarz jest wymagany: oto lody powstałe w wyniku zblendowania banana i kilku mrożonych truskawek :)
Mam nadzieję, że nieco inny post Wam się spodobał :D Co wy uważacie o diecie roślinnej? Podjęlibyście się takiego małego dużego wyzwania?
Roksana

wtorek, 20 września 2016

Po co to wszystko?

Wstaję i zasypiam. Odchodzę i wracam. Robię bałagan w pokoju i w głowie, potem sprzątam. Biorę oddech, wypuszczam powietrze. Upadam i się podnoszę. Robię dużo rzeczy i zastanawiam się po cichu, do czego dążę?

Życiowy cel to podstawa spełnionego życia. Co prawda, nigdy nie umierałam, ale potrafię wyobrazić sobie siebie na łożu śmierci i wizja zamykania oczu po raz ostatni ze świadomością, że ktoś zapamięta mnie jako "tę Roksanę" brzmi wspaniale. Nie chcę zostać życiowym nieudacznikiem bo, hej, kto chce?  Jak mogę zapobiec temu? Czy w ogóle można mieć pewność?
Obawiam się, że nie. Dlatego karcę się w duchu, bo ja chcę mieć pewność, chcę wiedzieć, czy będzie okej.
Nie dowiem się. Na pewno nie ja, ani nikt inny- my nigdy nie będziemy wiedzieć czy nasze marzenia z dzieciństwa się spełnią, czy wylądujemy na wybranych studiach ani nawet czy babcia zrobi rosół, gdy do niej przyjedziemy. Nie wiemy nic, wszystko w jednej sekundzie może się zmienić- dobijające, co?
Po co więc ta cała praca, po co trud, który wkładamy w każdy milimetr tego, na czym nam zależy? A co z faktem, że przyszłość nie istnieje?  Może nie powinno nas obchodzić, gdzie skończymy na starość, ale zdrową reakcją każdego człowieka jest chęć poznania swojej przyszłości. Przyszłość- słowo tak odległe, jednocześnie tak bliskie, a w rzeczywistości całkowicie martwe. Nie ma tego, co będzie jutro. A jednak możemy to modelować? Możemy starać się zapewnić sobie dobrą przyszłość, choć i tak na nic pewności nie mamy? Jacie, to po co to żyć, skoro nic nie jest stałe i pewne?
Mam odpowiedz. Dla tej, jednej minuty. Dla satysfakcji po wykonaniu zadania, dla uśmiechu mamy, dla przyjemnego ciepła na sercu. Dla nas samych. Przestańmy planować swoją przyszłość, żyjmy tym, co jest teraz i może, ewentualnie nasza przyszłość uformuje się sama. Czy jest droga do szczęścia? Nie ma jednej, uniwersalnej, ale ta opisana przeze mnie dzisiaj to jedna z alternatyw. Poświęcić się pasji i swoim celom, formowanie czegoś pięknego z każdej godziny naszego życia. Spróbujmy.
Roksana









sobota, 10 września 2016

Zdmuchnijmy spóźnione świeczki, co tam!

20 sierpnia to póki co najważniejsza data w moim życiu małego blogera. Ponad rok temu Roksana szykująca się akurat do pójścia do gimnazjum postanowiła założyć bloga. Z pomocą kilku osób powstała witryna Time to be alive. A ja dumna pisałam. Co pisałam? Porażkę. Moje posty sprzed roku to jeden, wielki bałagan bez przymiotników ani spójników. Nie usunę ich jednak, bo w najmniejszym stopniu nie żałuję. W ciągu tego pięknego roku zdążyłam nawet napisać posta o tym, dlaczego nie żałuję swoich błędów. W sumie czasem mam wrażenie, jakbym pisała już o wszystkim. A jednak głowa paruje od pomysłów i to, czego jej potrzeba to czas na wyładowanie. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że jest kolorowo. Czy zawsze było? To chyba pytanie retoryczne. Chyba każdy działający w jakiś sposób w internecie ma chwile bez weny, chęci do kontynuowania pasji czy zwyczajny brak czasu lub motywacji. Czy to coś złego? Broń Panie Boże! W końcu nie chcemy, aby coś nam się znudziło, przerwy i gorsze chwile są więc na początku dziennym, bo ja wracając do klawiatury czuję się jakbym wracała do domu, wy też? :)


Dziękuję Wam z całego serca. Może i to wydaje się suche stwierdzenie, ale uwierzcie, że w moim odczuciu aż kapie z niego radość- bez was by mnie tu nie było. Pamiętam, gdy dostałam pierwszy komentarz od nieznanej osoby, hah, wydaje się jakby to było przedwczoraj. A wczoraj nastąpił mały-wielki przełom w zdjęciach, bo Roksana spełniła marzenie posiadania lustrzanki. Ja nie mogę, jak ten czas leci. Trudno mi w to wszystko uwierzyć, niby nic się nie stało, a tyle pozytywnych wspomnień z powodu  pozornie martwego adresu, jednak u mnie on tryska energią i szczęściem. Ten adres jest wyjątkowy. Dlaczego? Bo mój nasz!

Dziękuję wszystkich naraz i każdemu z osobna. Liczę, że dzięki Wam wytrzymam tu kolejne lata.
Dziękuję, że mogę nazywać Was moimi Obserwatorami. Na brodę Merlina, śmieję się teraz do monitora, jakie to wszystko piękne :D
Roksana <3

sobota, 3 września 2016

Jak przeżyć szkołę, gdy otaczają cię nudne książki i idioci? 5 rad na nowy rok szkolny!

Niech podniesie rękę ten kto lubi się uczyć każdego przedmiotu.
A teraz ten, kto lubi wszystkich ze swojej szkoły.
Nie widzę rąk.

Ja nic nie mam do szkoły, przeżyłam tam miłe chwile, mam super wspomnienia, a dzisiaj na zajęciach artystycznych popłakałam się ze śmiechu (ma me mi mo muuuu). Jednak coś, czego szczerze nie lubię to nauka w domu. Trudno mi się zmotywować, zasiąść do biurka i otworzyć tę książkę do historii.  Druga rzecz, która przeszkadza mi w szkole to gimbusy, na których już nie mogę patrzeć. Wiecie, ten typ, który wstawia zdjęcie z dziubkiem i cytat o nieszczęśliwej miłości (co z tego, że ma 13 lat i nic nie wie o związkach?!). Jak więc wytrzymać z kartkówką i twarzą osoby, której już nie widać przez kilogramy tapety?

1. Znajdź swój sposób na naukę!
Wkuwanie przez kilka godzin a potem na sprawdzianie, na czerwono, w kołeczku, piękne 3. Znacie to?
Aby tego uniknąć znajdźcie swój, odpowiadający wam sposób :) Mój? Fiszki i przepisywanie. Ten pierwszy to absolutny faworyt. Nie tylko do języków, również do historii, geografii, chemii czy nawet fizyki! Prawie w każdym przedmiocie są informacje do kucia na pamięć, więc fiszki są uniwersalne i nie wyobrażam sobie roku szkolnego bez nich. Co do przepisywania- piszemy=utrwalamy=umiemy=piąteczka. Dodatkowo możecie zrobić notatki kolorowe, będzie jeszcze lepiej i prościej :D

2. Znajdź obiekt "beki"
Jakieś zwykłe słowo często używane na lekcjach, którego "drugie znaczenie" znasz tylko ty z przyjaciółmi? Miejsce w szkole, które, gdy widzicie, wybuchacie śmiechem? Wszystko, by tylko pokazać ząbki w uśmiechu nawet w szkole! Wszystko jest prostsze, gdy w zwykłych przedmiotach widzimy coś zabawnego, od razu atmosfera jest luźniejsza, napięcie mniejsze, a stres znika.

3. Przekonaj się, że ludzie mogą być spoko
Mam czasami wrażenie, że wokół mnie są same psy ze snapchata i gdzie się nie spojrzę, widzę nielubianą twarz. Potem jednak przypominam sobie o moich przyjaciołach, których wyłowiłam niczym złote rybki z morza pełnego śmierdzących śledzi (nie wiem gdzie pływają śledzie, wybaczcie, jeśli w wodach słodkowodnych). Wam też życzę znalezienia takich perełek. bo to może podreperować wasze zepsute podejście do świata. Moje też takie było! ;)
Podejdzcie też czasami do osoby, z którą rozmawiacie bardzo mało, może nowa przyjaźń siedzi za rogiem jedząć kanapkę z dżemem?
4. Słuchaj na lekcjach
Jeśli skupisz się na słowach nauczyciela nie dość, że przekonasz się, że to nie tylko bełkot o nudnych, starożytnych cywilizacjach i budowa atomu, a też połowa sukcesu na sprawdzianie! Gwarantuję, że jeśli maksymalnie włączysz słuchanie i myślenie na lekcji, zaoszczędzisz sobie  najmniej godzinę nauki! A na wypadek kartkówki-niespodzianki będziesz zawsze przygotowany! Warto? Warto!

5. Odsuń się
Czy na prawdę musisz śledzić na Instagramie swojego wroga a potem chodzić po całej szkole i marnować przerwę po to, aby sprawdzić, czy te buty ze zdjęcia to przypadkiem nie podróby? Odpowiem za ciebie- nie musisz. Zostaw inny gatunek ewolucyjny w swoim świecie.

Mam nadzieję, że rady się Wam przydadzą! :)
Dajcie znać, jakie wy metody stosujecie w szkole!
I oczywiście chciałabym Wam życzyć jak najwięcej sukcesów w nowym roku szkolnym. Zróbcie wszystko, co chcecie i nie znajcie żadnych blokad, pamiętajcie, że można wszystko :)
Roksana