niedziela, 30 października 2016

"Idź na dobranockę", czyli trochę o kłótniach w internecie

Chyba każdy zna to uczucie, gdy nagle w komentarzach pod postem na Facebooku rozwija się dość ciekawa kłótnia osób, które lat 13 nie ukończyły w snach i o kulturze słowa nigdy nie słyszały. Wiecie, pojawia się nagle jakiś  ktosiek, który na imię i nazwisko ma "Maciuś xD" i jedzie na całego po "Piotrek Jestem". Co ma zrobić przeciętny użytkownik tego portalu? Iść po popcorn?

Mnie te kłótnie śmieszą, ale jako, że jestem osobą, która myśli zdecydowanie za dużo, wyrobiłam sobie pełniusie zdanie na ten temat. Słuchajcie więc!

Numer jeden, czyli infantylność poziom max i pociski jak w pistolecie na wodę. No błagam, te teksty są tak żałosne, tak nieśmieszne i tak głupie, że czasem lepiej nie przyznawać się, że to nasz gatunek.

Numer dwa, czyli ważny powód. Którego brak. Jestem członkiem jednej z grup fandomowych o Harrym Potterze i jak zobaczyłam kłótnie na śmierć i życie (i pociski oczywiście) o to, czy Bellatrix jest fajna to moja wiara w ludzkość postanowiła się poddać i umarła śmiercią tragiczną.

No i numer trzy, czyli efekty. Szukałam, szukałam, nałożyłam okulary, ciągle szukałam i nie znalazłam żadnej korzyści skłóconych użytkowników. Nie zaliczam chwili triumfu dla osoby, która dowaliła tekstem, nad którym myślała od 20 minut i teraz jest fajna. Po prostu nic nie da się z tego wynieść, nic to nie pomoże, bo i tak nikt zdania nie zmieni i tylko ładujemy w siebie negatywne emocje.

Więc po co te hejty? Czy my nigdy nie zrozumiemy, że tworzymy społeczeństwo i to my odpowiadamy za atmosferę między ludźmi? To takie trudne, że obelgi psują całą pozytywną aurę i wszystkim odechciewa się żyć z ludźmi? Od strony biologicznej jesteśmy jednym gatunkiem i taka mrówka patrząc na nas, jak się (nie) wspieramy i (nie) kochamy, to załamałaby ręce.
Ludzie, lubmy się.
Dziękuję, Roksana



poniedziałek, 10 października 2016

O tym, jak wróciłam na Szósty Księżyc

Dnia 9.10.2016 o godzinie 0.48 wróciłam na Xorax. Kurczę, tęskniłam.
Chyba każdy miał w dzieciństwie jakąś ulubioną serię.  Jedni za dzieciaka latali po Hogwardzie, inni zbierali gumijagody w lesie, a ja? Ja latałam na Szósty Księżyc, warzyłam alchemiczne mikstury i biegałam po Wenecji za Karkonem Ca' Do'Ro razem z Niną, Rocky, Cesco i Dodo. Było fajnie.

Seria Dziewczynki z Szóstego Księżyce opowiada o Ninie i jej 4 przyjaciół. No i o androidzie. I zmarłym dziadku Miszy. Jest jeszcze rosyjska niania, Ljuba, wielki ptakopodobny lot o nazwie Gugo, 5 Taldomów Lux, Karkon i jego androidy z kocimi sercami, Wielka Matka Alchemiczka, 2 laboratoria alchemiczne, trochę smoczych zębów i Xorax. Xorax to Szósty Księżyc i jedyny księżyc, na jakim chciałabym żyć.

Seria 6 przepełnionych magią książek zadomowiła się moim sercu i chyba nie ma w planach wychodzić. Te kolorowe mini cegiełki są dla mnie wyjątkowo ważne, bo wiem, że to one ukształtowały moją osobowość i podejście do świata. To one pokazały mi prawdziwą przyjaźń, a nawet miłość przedstawioną w pięknej, beztroskiej wersji. Miłość bez przeszkód ze świata zewnętrznego. Dwójka, tak właściwie, dzieci, które poczuły motyle w brzuchu i pomimo śmiertelnego zagrożenia i czarnej jak słoma gwiazdy na przedramieniu znajdują czas na szczęście. No i, oczywiście, Nina pokazała mi magię książek. Otworzyła wyobraźnie, pokazała, jak wspaniałe jest czytanie. Zabrała do innego świata, gdy nie sądziłam, że można w ten sposób podróżować.

I droga Moony Witcher, dziękuję Ci za pokazanie mi tych ważnych wartości, za zbudowanie osobowości małej Roksany. Dzięki, że Gugo przyleciał po mnie w odpowiednim momencie, żebym mogła szukać złotej liczby, ósmej nuty i Atlantydy. Do zobaczenia na Xorax.


A jakie są wasze serie/książki dzieciństwa? 
Roksana :*

środa, 5 października 2016

podaj mi rękę, pokażę ci śmiech

Czy wilk, który wyje w nocy do świecącego księżyca, otoczony ciemnością szarawych, kiedyś zielonych drzew, jest szczęśliwy? A ty?

Niepełna całość, która tak bardzo chce osiągnąć szczyt, lecz nie dosięga kreski. Smutny uśmiech. Jest okej, lecz wciąż to nie to. A tego chcesz. Chcesz szczęścia i równowagi ducha. Chcesz wykrzyczeć światu swą radość, ale wciąż nie możesz. To nie świat jest problemem. To ty.  

Wiesz, co ci polecam na syndrom niedostatku szczęścia? Wejdź na pagórek i zobacz zachód słońca. Daj oczom coś ładnego, piękno istnieje i jest na wyciągnięcie ręki. Pobujaj się na huśtawce, którą uwielbiałeś w dzieciństwie. Przeczytaj książkę, której karty przepełnione są emocjami. Wyciągnij stare fotografie i zobacz siebie samego w kolorowych spodniach zdmuchującego trzy świeczki na torcie. Usiądź i pomyśl o wszystkim, co masz. Dostrzeż to. A teraz biegnij, szybko, do ludzi. Pokaż światu, co masz. Pokaż, jaki jesteś szczęśliwy. 

Nie lubisz być smutny, choć nieraz masz ochotę tylko płakać w poduszkę i słuchać smutnych piosenek. Jeśli teraz nie masz ochoty na radość, jesteś zmęczony życiem wiecznie uśmiechniętego gościa, bądź smutny. Żyj w zgodzie ze sobą, słuchaj własnego organizmu, on przekazuje więcej niż inni ludzie. Zaakceptuj siebie i pokochaj człowieka, którego widzisz w lustrze. Przecież oddychamy, by żyć. Ja życzę wam dobrego życia. 
A wilk? Cóż, nie wiem, spytam się kiedyś.
Roksana