piątek, 2 grudnia 2016

Listopad był super

Nie nazywajcie tego podsumowaniem miesiąca, to zbyt oklepane. Traktujcie ten post jak opis wyjątkowo miłego miesiąca. Listopad to raptem 30 dni i z pozoru działo się mało, ale myślałam ostatnio o minionym czasie i wręcz uderzyło mnie to, jak fajnie było! Ale od początku...

5 listopada byłam na wykładach (w ramach projektu edukacyjnego) na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym i nie uznajcie mnie za dziwną i ekscytującą się byle czym, ale poczułam się jak prawdziwa studentka medycyny w moim kochanym, rodzinnym mieście. Dla niezorientowanych dodaję, że kariera lekarza to moje marzenie, które lubię nazywać planem, brzmi realniej i mam nadzieję, że kiedyś stanie się faktem.To taki mały, milusi początek, który milusio wspominam.

6 listopada spełniłam swoje marzenie, łuhu! Odwiedziłam Warszawę pierwszy raz w życiu! Spędziłam 5 godzin w busie obserwując krajobrazy za oknem, śpiąc, czytając i wygłupiając się z trójką przyjaciół. Byłam na gali rozdania nagród za ogólnopolski konkurs historyczny (cel podróży) i jadłam jabłecznik. O, i pomidorową, ale nie była zbyt dobra.
Smutno mi było jednak opuszczać to miasto, kilka godzin to zdecydowanie za mało i chcę tam jak najszybciej wrócić. Było już ciemno, a wszystkie światła świeciły jasno jakby chciały nas godnie pożegnać. Papa, Warszawko.

21 listopada wybrałam się na premierę bardzo długo wyczekiwanego przeze mnie filmu. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to historia niesamowita, bo w cudowny sposób magiczna, urocza i zabawna, a jednocześnie ma w sobie szczyptę mroku. Uwielbiam, gdy w 2 godzinach jest tyle emocji!

Wiem, to tylko 3 sytuacje, ale wspominam je tak dobrze, że musiałam o tym napisać.
Jest jednak jeszcze jedna sprawa. Mole książkowe zrozumieją, jak świetnym wspomnieniem jest bardzo (bardzo, bardzo, bardzo...) dobra książka. Przeczytałam dwie, które trafiają na listę ulubionych, na pewno do nich wrócę i nie mogę się doczekać! Właśnie pod względem czytelniczym listopad był również wyjątkowy!

Dziewczyna z pomarańczami to książka, którą czytałam w stolicy przez to jeszcze lepiej mi się kojarzy. Mała, ślicznie wydana i akurat pożyczona, więc wybaczcie brak zdjęcia. To piękna historia, książeczka, po której będziecie myśleć, myśleć i myśleć, aż po prostu zrozumiecie, co chciała wam przekazać. Wzruszy was, nieraz rozbawi i na pewno nie zawiedzie. Mam w planach recenzję, wyczekujcie!

A Buszującego w zbożu nie trzeba nikomu przedstawiać. Genialna lektura z najlepszym na świecie Holdenem, fascynującym, wciągającym ciepłem. Klasyk i literatura obowiązkowa dla wielbicieli historii o ludziach z krwi i kości.
No i na koniec łapcie trochę zdjęć z listopada!

No, to tyle. Może czujecie się teraz zmieszani i nie wiecie o ci  mi chodzi, ale dla mnie te wydarzenia stworzyły jeden z najlepszych miesiąców w roku 2016. Listopad był po prostu super!
Dziękuję, Roksana

5 komentarzy:

  1. Dla mnie listopad nie był zbyt dobrym miesiącem. Ja w Warszawie nie byłem, ale kiedyś chciałbym :) Życzę miłego wieczoru i pozdrawiam!



    http://jestempiotreek.blogspot.com/2016/12/moja-pasja-prosba-zapytanie.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówią że listopad to miesiąc zmarłych. Dla mnie zaś był co-tygodniową imprezą urodzinową najbliższych :D
    www.wkrotkichzdaniach.pl - coś na temat relacji damsko-męskich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne podsumowanie. Heh zdjęcie z jabłkiem bardzo fajne :D Napawa optymizmem.
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie był fajny, u mnie również był super, mega zdjęcia! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana!
    Życzę Ci aby te Święta pozostały
    w twojej pamięci na wiele, wiele lat.
    A także co najważniejsze, zdrowia!
    No i oczywiście wszelakich blogerskich sukcesów :*!
    Wesołych Świąt!
    Mój blog ♥

    OdpowiedzUsuń